To nie jest kolejny czerwony polviet – Wschód Bar – KRAKÓW, ul. Miodowa

Azjatyckich barów w Krakowie nie brakuje. Co krok biją w oczy szyldy „honghów”, „puongdongów”, „lamkiełów” czy innych podobnych przybytków. Tylko czy naprawdę są to knajpy które w trakcie jedzenia przenoszą do odległych Chin czy Wietnamu? Polemizowałbym…

Owszem znam miejsca uczciwe. Takie na których się nigdy nie zawiodłem, a po tamtejszych obiadach nie miałem niestrawności czy innych przebojów. Takie, które ze spokojnym sumieniem polecę każdemu: Phuong Dong na Bora Komorowskiego, Phong Hai przy rondzie Grzegórzeckim i Express w rejonach ronda Kocmyrzowskiego. Ale co by o nich nie mówić, to w dalszym ciągu są tylko „chińczyki” – z takimi samymi lokalami, kartami dań i zapachami w środku… 

Kolejny zwykły i nudny chinol” podobne do tego zdania usłyszałem kilka razy od ludzi którym opowiadałem o „nowym miejscu z azjatycką kuchnią„. Znajomi kręcili nosami i pukali się w czoła, że „chce mi się w ogóle rozkminiać takie miejscówki„. No tak się składa, że mi się chce 🙂 

Koncept o który mowa wystartował początkiem marca 2019. Zdaję sobie sprawę iż to słowo może drażnić, gdyż co jakiś czas gdy otwiera się nowe miejsce w Krk, tu i ówdzie jesteśmy bombardowani tym określeniem, ale cóż musicie to przeboleć… 

Owy koncept otworzyły osoby ściśle związane z Ramen People ;> Czy teraz zdobyłem Waszą większą uwagę? 

Aranżacja mieszczącego spokojnie 30-tu wygłodniałych gości lokalu, nie ma nic wspólnego z przytoczonymi wcześniej czerwonymi „wietnamcami”. Jeśli chodzi o klimat to jest bardzo dobrze. Poniżej drobna zajawka 🙂

Jeśli chodzi o to co w tym blogu najważniejsze czyli jedzenie, to szanuję miejsca, które dążą do tego, aby swoich konsumentów wprowadzić w klimat ichniego kulinarnego światka. W przypadku Wschodu – na azjatyckie ulice. I nie chodzi tylko o serwowane dania i ich streetfoodowe smaki, ale również całą otoczkę.

W tym barze dania są tak świetnie opisane w menu, że samo zagłębienie się w akapity je charakteryzujące powoduje ślinotok i wytężoną pracę wyobraźni. Czytając opisy poszczególnych pozycji, nie da się nie pomyśleć o zatłoczonych Chinach, całej tamtejszej wrzawie i hałasie oraz wszechotaczających, różnorakich zapachach jedzenia. W Wietnamie nie byłem, ale w Chinach już tak, więc połowicznie wiem co piszę 😉 

We Wschodzie byliśmy dwa razy pod koniec marca 2019. Tak jak to mamy w zwyczaju przy nowych miejscach, odczekaliśmy kilka tygodni od otwarcia coby się kuchnia i ekipa kelnerska chociaż trochę dotarła. 

Za pierwszym i drugim razem, luźno ubrani i bardzo przyjaźni kelner i kelnerka wskazali nam wolny stolik i szybko wrócili z menu. Ani jedno z nich nie zaproponowało filtrowanej wody do picia, mimo iż takowa jest dostępna w lokalu. Wodiczka także nie widnieje w sekcji napoi w menu… Plus za to że jest, minus za brak transparentności. 

No dobra, pewnie chcecie wiedzieć coś więcej o daniach, więc there you go: 

  • ja poleciałem wegetariańsko i zamówiłem miks tofu, grzybów shitake i boczniaków (19 PLN) z kilkoma kromkami bagietki (5 PLN). Sojowy twarożek był delikatnie słodki, a doskonały wschodni aromat całemu daniu nakręcał ciemny, słodko – słony sos ostrygowy. Maczanie w nim pieczywa to niebiańska przyjemność – spróbujcie koniecznie! 

img_2031img_2032img_2038

  • smażoną metodą stir-fry wieprzowiną, zajadali się państwo B. Własnoręcznie zawinięte w ryżowe naleśniki, nieżylaste i aromatyczne mięsko, wraz z ogórkiem, dymką oraz sosem hoisin tworzyło fantastyczną wieprzowinę po pekińsku (31 PLN). 

img_2033img_2034

  • żartobliwie w menu nazwane KFC po japońsku to nic innego jak smażone na chrupiąco udka z kurczaka podane z domowym sosem sojowym i cytryną (19 PLN). Nogi usmażone wraz ze skórą, niektóre kawałki ociekały tłuszczem bardziej, inne mniej – to danie do mnie nie trafiło. 

img_2036img_2037

  • tofu z mięsem drobiowym w sosie z pieprzem syczuańskim oraz domowym olejem chili (21 PLN) pałaszowała K. Danie okazało się mocno pikantne i doskonale współgrało ze smacznym ryżem (6 PLN). 

img_2035

Niecały tydzień później wpadliśmy z kolejną wizytą. Na start poprosiliśmy o bagietkę z masłem sezamowym i masłem miso (10 PLN) i tak na prawdę sam nie wiem które z tych dwóch określiłbym jako lepsze – obydwa zajadaliśmy z nieskrywaną satysfakcją. To sezamowe było odrobinę słone, temu misowemu, umami dodawało mięsnego, jakby „smalcowego” posmaku. Umami jest ciężkie do określenia, dla każdego może znaczyć coś innego, większość ludzi mówi że dzięki niemu potrawy mają „ten” smak. Nie chcę tu wchodzić w żadne teorie – fakty są takie, że jakbym miał takie masła w lodówce, moja codzienna dieta byłaby bardzo zagrożona 😉 Nie bardzo tylko rozumiem, czemu podanie tej przystawki zajęło aż 10 minut… 

img_2284

  • dan dan z wieprzowym mięsem mielonym, ogromną ilością pieprzu syczuańskiego oraz piklowanym musztardowcem (29 PLN) pojawił się dwie minuty po przystawce. Ten sprężysty makaron, nie ma się co oszukiwać, nie wygląda apetycznie… ale smakuje bardzo dobrze. Tylko miejcie świadomość, że w tym daniu kucharze nie żałują pieprzu – jest go tam dużo, baaaardzo dużo – kulki strzelają pod zębami jak szalone i nakręcają pikanterię. Gęsty i zawiesisty sos zawiera sporo mięsiwa i mocno wyczuwalną pastę sezamową. Sosu jest tak dużo, że niemalże przykrywa cały makaron. Jedzenie tego dania męczy, ale mimo tego zmęczenia dotarłem do mety.  

img_2285

  • zupa na wywarze drobiowym z wyśmienitym, sprężystym makaronem jajecznym, ziołami, czerwoną cebulą i smażoną wieprzowiną (25 PLN) całkowicie skradła moje serce. Mówię Wam, a raczej piszę – ten bulion to istna aromatyczna bomba. Rakieta, torpeda, no nie wiem jak mogę go określić innymi niż niecenzuralne słowami. To definitywnie jeden z najlepszych bulionów jakie jadłem w życiu! Ale żeby znowu tak bardzo nie kolorować, K. nie miała o nim aż tak pozytywnego zdania, co kolejny raz pokazało jak różnie skonfigurowane są ludzkie kubki smakowe.

Tyle o ile nie pałam wielką miłością do Ramen People (po prostu tak bardzo jak niektórzy nie kocham ramenów) tak Wschód Bar bardzo mi się spodobał i jak najbardziej zasłużenie dostaje wysoką ocenę końcową. Pomysł i wykonanie są na bardzo wysokim poziomie, a smaki całkiem inne niż u konkurencji. Wschód Bar NIE JEST kolejnym zwykłym i nudnym „chinolem”. 

Mam przeczucie, że ta miejscówka okaże się hitem wśród foodiesowych miłośników Azji. Trzymam kciuki, będę wracał. 


  • www: https://www.facebook.com/wschod.bar/
  • oferta lunchowa: pon-pt 12-15 bagietka z deserem i kompotem za 22 PLN lub zestawy z przystawką, daniem głównym, deserem i kompotem za 23-25 PLN. 
  • napój do śniadania w obniżonej cenie: kawa lub herbata za 3 zety do każdego zestawu – śniadania serwowane tylko w weekendy do godziny 12:30
  • kącik dla dzieci: brak 
  • parking: publiczny, płatny pon-pt, przy ulicach dookoła
  • ogródek: brak

OCENY (1-TRAGEDIA 2-SŁABO 3-OK 4-BARDZO DOBRZE 5-REWELACJA):

lokal / wystrój 4 
wielkość porcji 3,5
smak 4
obsługa 3,5
cena / jakość 4

SUMA 19 (jak przyznajemy szczątkowe oceny?)


Polub bezfarmazonu na Facebooku i Instagramie aby być na bieżąco z nowymi postami.

 

Zobacz pełną listę odwiedzonych przez nas miejsc albo sprawdź je wszystkie na posegregowanej wg ocen mapie Krakowa i okolic.

8 myśli w temacie “To nie jest kolejny czerwony polviet – Wschód Bar – KRAKÓW, ul. Miodowa

      1. Nie bardzo rozumiem ten komentarz od Berrylens – przeciez oni nigdzie nie napisali, że to obowiązek kelnera tylko zwrajaca uwage na to ze skad ja szarak (gosc) mam wiedziec o takiej wodzie skoro nie ma o niej ani slowa w menu?

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s