W sierpniu 2026 raczyłem się w domu zabranym na wynos rozmarynowym fettucine z pieczoną kaczką (55 PLN). Cena nie jest niska, ale mówimy o miejscu znajdującym się w sercu Starego Miasta. Miejscu z przepięknym ogrodem!
P.S. Napiszcie do mnie (IG lub FB) to podpowiem jak zdobyć 35% zniżki.


Wracając do makaronu to zacznijmy od tego, iż była to spora porcja – waga pokazała 450 gramów.

Makaron sto procent domowy i idealnie al dente. Szerokodzioba soczysta i aromatyczna. Sos pod pastą kleisty i doskonale do kaczki pasujący.
Super wybór, wrócę po więcej.
- IG / FB / www
- śniadania: brak
- oferta lunchowa: brak
- parking: obowiązuje strefa płatnego parkowania
- kącik dla dzieci: brak
- ogródek / taras: dostępny piękny
- miejsce przyjazne zwierzakom: tak
OCENY (1-TRAGEDIA 2-SŁABO 3-OK 4-BARDZO DOBRZE 5-REWELACJA):
lokal / wystrój 5
wielkość porcji 3,5
smak 4,5
obsługa 4
cena / jakość 3,5
OCENA KOŃCOWA: 4 /5 (jak przyznajemy szczątkowe oceny?)

Zaobserwuj profil bezfarmazonu na Facebooku i Instagramie
Zobacz pełną listę odwiedzonych miejsc albo sprawdź je na posegregowanej według ocen mapie Krakowa i okolic.
RECENZJE STARSZE NIŻ TRZY LATA
Swego czasu książki Mario Puzo, jedna za drugą pochłaniałem z zapartym tchem, wczuwając się w historie fikcyjnych mafiosowskich rodzin.
W czerwcu 2020 przeglądając stronę festiwalu Restaurant Week zobaczyłem na liście Corleone i bez dłuższego zastanowienia na kolejną ambasadorską kolację wybrałem tę znajdującą się tuż przy Rynku Głównym włoską restaurację. Musicie wiedzieć, iż na krakowskiej mapie kulinarnej istnieje już od ponad dwudziestu lat! Tak dwudziestu!
W edycji oznaczonej hasztagiem #WiwatRestauracje, niedość że w kwocie pięciu dyszek bez złotówki świadczy się gościom trzydaniowe doświadczenie, to dodatkowo chętnych raczy się darmowym drinkiem Martini Fiero. Jakby tego było mało, każdy gość całkowicie za darmo może zamówić butelkę Coca-Coli. Sami przyznacie, że jest to szalenie kusząca oferta.
O umówionej godzinie czekał na nas stolik w przepięknym, klimatycznym ogrodzie.
Od razu przypomniały się nam włoskie wojaże w rejony jezior Como, Gardy albo Maggiore.
Ze wspominek pięknych Włoch wyrwała nas pani pytając czy życzymy sobie pieczywo do przystawek. Odpowiedź mogła być tylko jedna, a po chwili dostaliśmy koszyk z nie domową, acz świeżą, ciepłą i chrupiącą bagietą z masłem.

Poczęstowano nas również mini grzankami a’la Wasa z oliwno – orzechowo – czosnkową pastą.

Po kilku minutach dostaliśmy przystawki:
MENU A – śródziemnomorski, marynowany, miękki i absolutnie niegumowy kalmar zaskoczył nutką pikanterii pochodzącej z peperoncino. Cienkie plastry głowonoga zestawiono z paskami kopru włoskiego, kawałkami selera naciowego oraz oliwkami. Starter trafił w moje gusta.


MENU B reprezentowały podsmażane na maśle zielone szparagi z również przysmażoną szynką prosciutto cotto na której spoczywały plastry parmezanu. Zakąska smaczna, acz szkoda że tylko jeden szparag podano z okwiatem – reszta to same „badyle”.


Rozpoczęło się całkiem dobrze, więc z niecierpliwością czekaliśmy na dalszą część. Po chwili dostaliśmy nie ciepłe, acz gorące talerze.
Po swoim daniu z MENU A: lazanietta z mozzarellą di Buffala, pokrzywą i suszonymi pomidorami, nie wiedziałem czego się spodziewać… Bo czymże jest ta lazanietta? Małą lasagną? No tak ! Raz, że mniejsza, a dwa, że nie taka zwarta i równa, lecz bardziej rozproszona. Miejscowo mocniej przypieczone części smakowały fenomenalnie. Płaty makaronu i treść pomiędzy nimi również perfekt. Pyszności.


W MENU B zaserwowano rozmarynowe fettucine z pieczoną kaczką i pomarańczą. Po włoskim makaronie spodziewaliśmy się, iż będzie bardziej al-dente aniżeli miękki – ten ugotowano bliżej drugiej strony. Jeśli chodzi o szarpane mięso to tylko nieliczni zdołaliby odgadnąć, że w makaronie mają do czynienia z szerokodziobą ptaszyną. Występującego w nazwie dania owocu nie doszukaliśmy się wcale – być może właśnie za sprawą pomarańczy drób zmienił swój smak?
W daniu od razu wyczuliśmy domowy makaron. Celem potwierdzenia zaczepiłem kelnera, który upewnił mnie w tym przekonaniu. Chłopak zaznaczył również, że pasta w lanzanieccie także jest przygotowywana na miejscu.


Kolację zakończyliśmy truskawkowym à la Tiramisu z odpowiednio słodkim mascarpone oraz miękkim, nasączonym truskawkowym syropem podłużnym, sklepowym biszkoptem.

To był miły wieczór, nie tylko dzięki dobremu jedzeniu, ale również przyjaznej, miłej i dobrze poinformowanej kelnerce.
Jako, że sporo z Was ciągle o to pyta, informujemy że ekipa nic sobie nie robi z rekomendacji pandemicznych dotyczących noszenia maseczek – nie uświadczycie ich u nikogo z obsługi. Przy wejściu odkazicie jednak ręce, a stoliki rozmieszczone są z zachowaniem odpowiedniego dystansu.
Z pewnością wpadniemy do Corleone kolejny raz. Ten ogród przyciąga, a w razie niepogody nie tylko na zewnątrz, ale również i w restauracyjnych wnętrzach da się poczuć ducha Ojca Chrzestnego.




Dodaj komentarz