Parędziesiąt lat minęło jak jeden dzień… Restauracja Rarytas – Piaski

IMG_5474

Kolejny raz do Rarytasu zawitaliśmy wraz z rodzinką w lipcu 2019. Od ostatniej wizyty zauważyliśmy minimalną podwyżkę cen – szczegółowe menu przedstawia się teraz następująco:

Zamówiliśmy kilka misek flaczków i dania główne. Wszystko było świeże i wedle oczekiwań smaczne i domowe.  

img_5502

Niestety obsługujący nas chłopak pomylił kilka zamówień, a jednego nawet nie zgłosił na kuchnię. Kiedy my zajadaliśmy nasze strawy, K. ciągle czekała na policzki. Po dorwaniu kelnera (chwilę to zajęło zanim go znaleźliśmy, gdyż całkiem zapadł się pod ziemię) przyznał się, że całkowicie zapomniał zgłosić to zamówienie do przygotowania. Po tym jak poszedł na kuchnię zapytać ile czasu zajmie kucharzom ogarnięcie tematu, nie wrócił do stolika z przeprosinami tylko „dorwał” na sali szwagra i prosił żeby przekazać iż czas oczekiwania wyniesie co najmniej 20 min i poprosił żeby sprawdzić czy aby na pewno dalej jesteśmy zainteresowani. Nie byliśmy i szwagier musiał to wykrzyczeć przez 1/3 sali, bo gościu nawet się nie kwapił żeby do nas podejść. Wiem to brzmi jak żart, ale ręczę iż taka sytuacja naprawdę miała miejsce…

Jedzonko w dalszym ciągu jest dobre, ale z obsługą uzbrojcie się w cierpliwość, bo nawet mimo zapisywania zamówień w zeszyciku, ciągle są pomyłki z ich przygotowaniem / wydawaniem. 

Po więcej informacji odnośnie walorów smakowych i samej restauracji zapraszam do recenzji poniżej z maja 2019.


Jest taka restauracja na trasie w województwie lubelskim którą większość kierowców kojarzy z flakami. Dawno temu, kiedy nie istniała jeszcze obwodnica Piask, żeby dostać się z Lublina do Chełma (albo i jeszcze dalej na Ukrainę) przejeżdżało się niemalże przy samych jej drzwiach. Pamiętam, że dwadzieścia lat temu flaczki w tym miejscu wchodziły jak złoto. Chcecie wiedzieć jak jest teraz? Zapraszam do lektury. 

Resto składa się z dwóch sal z których jedna przeznaczona jest chyba tylko na imprezy zamknięte, a druga jasna i duża dla gości „z ulicy”. Z tego co zauważyliśmy, także i na tej gościnnej znajdują się oddzielone parawanem i ścianą strefy dla imprez zorganizowanych. Tego dnia zajęta była każda taka strefa, a wszystkie obsługiwała co najmniej siódemka kelnerów. 

Do Rarytasu wpadliśmy we czwórkę w czasie maksymalnego obłożenia – koniec majówki 2019, niedziela godzina 14:00. Mimo tego, jakimś cudem nie czekaliśmy długo na stolik – nie wiem czy minęło siedem minut. Ci co przyszli po nas nie mieli już takiego szczęścia – ogonek kolejki, większość czasu sięgał drzwi wejściowych. 

Tego miejsca nie znajdziecie na Insta, a fanpage który jest na Fejsie nie opublikował nigdy żadnego postu. Mimo wszystko ludzie tam wchodzą i wyrażają swoje opinie. W necie nie uraczycie też żadnego oficjalnego menu, więc specjalnie dla Was zrobiłem te oto pikczersy (dopiska z lipca 2019: poniższe ceny są już nieaktualne, świeże znajdziecie na samej górze postu).

Z mojego szybkiego researchu wynika, że od czasu do czasu dostaje się po głowie tamtejszej obsłudze. Z jednej strony mogę to zrozumieć, bo w naszym przypadku Pani zapomniała np o jednych flakach, ale kurcze taką ilość ludzi serio ciężko jest ogarnąć. Wyznaję zasadę, że wytykam błędy obsłudze tylko wtedy kiedy widzę że się nudzą, plotkują i mają gości daleko nie powiem gdzie. Należy wziąć pod uwagę także fakt, że w dobie internetu to resto zrobiło się bardzo popularne i jeśli obsługa nie ogarnia, to tylko dlatego że w Rarytasie jest taki straszny natłok ludzi. 

Po kilku minutach od zajęcia miejsc dostaliśmy karty, a po następnych siedmiu, może ośmiu doczekaliśmy się możliwości zamówienia. Główne dania zaczęły pojawiać się po jakichś piętnastu – dwudziestu. 

Na samym początku dostaliśmy sztućce wraz ze świetnym, nieprzesłodzonym, niesztucznym litrowym kompotem truskawkowym (6 PLN). Tak, dobrze czytacie – to nie pomyłka. Litr kompotu za sześć złotych! 

img_3373

Zaraz za nim kelnerka postawiła przede mną te sławne, znane na całej Lubelszczyźnie, nalewane tutaj do misek chyba hektolitrami flaki wołowe z pieczywem (9 PLN). W ramach ciekawostki wspomnę, że z Rarytasu, ludzie non stop wychodzą z wypełnionymi po brzegi słoikami. Zgadniecie jaka jest ich zawartość? 🙂 Tak dokładnie! W rzeczy samej. Nic innego tylko flaki! Gorące, intensywne, bardzo treściwe – rzeczywiście genialne. Ale żeby była jasność, ja w żadnym wypadku nie uważam się za ich znawcę i kompletnie nie pamiętam jak smakowały te kilkadziesiąt lat temu. J. która flaczki wielbi i często spożywa, bez większej ekscytacji oceniła je po prostu jako dobre. 

img_3374img_3375

Drugie dania zamówiliśmy typowo włoskie. Nie no jaja sobie robię – po ostatniej nieszczęsnej wizycie w pewnej chełmskiej „włoskiej” restauracji, nie mogłem się powstrzymać od żartu. 

Na Rarytasowym stole wylądowały typowo polskie szlagiery. 

  • placki ziemniaczane po cygańsku (16 PLN) to zamówienie P., który kiedy zobaczył świeżutkie placuchy przełożone dwoma kawałami smażonego schabu w postaci steka nieźle się zdziwił. Placory na pewno świeżo smażone, mięso dało się kroić bez problemów, pieczarkowy sos był jednak zbyt mączny i trochę za rzadki. 

img_3378img_3379

  • o placki ziemniaczane ze śmietaną poprosiła J. i tutaj też na Jej twarzy dało się zauważyć lekkie „zdziwko”. Porcja okazała się bardzo od serca – czterem miękkim placorom towarzyszyło około 50 ml gęstej i kremowej śmietany. Prosto i jakże uczciwie za 10 złotych 🙂 

img_3380img_3381

  • rumsztyk wołowy (14 PLN) z buraczkami zasmażanymi (4,5 PLN) był moim wyborem. Cienki, pięknie wysmażony, tłuściutki, z miękką cebulką i doskonałymi słodkimi buraczkami przypomniał mi o prawdziwych domowych obiadach z czasów młodości. Nieskomplikowany, właściwy i bez skazy. Zdecydowanie do powtórzenia. 

img_3376img_3377

  • smażone w sezamowej panierce polędwiczki z kurczaka (15 PLN) zostały zamówione z sekcji ciepłych przekąsek. Powodzenia temu, kto chciałby zjeść taką przystawkę przed pełnym obiadem 😉 Usmażone na głębokim oleju, przeraźliwie gorące w środku kuraki, dały się poznać jako aromatyczne i soczyste. Sałatka bardzo prosta – ot trochę zieleniny z pomidorem. Domowy dip keczupomajo prawidłowo spełniał swoją rolę jako „uwypuklacz” smaku dla tych kąsków a’la KFC. 

img_3382img_3383

Rachunek dla czterech osób zamknął się w niecałych 90 złotych z tipem. W lokalu który aż kipi gastronomiczną historią najedliśmy się uczciwie i ze smakiem.

W międzyczasie jak czegoś nam brakowało ciężko było złapać naszą ciągle zabieganą kelnerkę, ale jak już się udało, to szybko załatwiała powierzony temat. 

Takie miejsca szanuję i właśnie takie perełki Wam polecam. Jasne, że od czasu do czasu może wkraść się chochlik typu kulawość obsługi czy przesmażony kotlet. Mam jednak nadzieję, że smakosze polskiej kuchni nie będą oceniali tego miejsca na równi z wysokiej klasy elegancką restauracją, tylko skorelują swoje oczekiwania do prostych, restauracyjnych jadłodajni. 

Rarytas jest okey. Jeśli będziecie w pobliżu, polecam przekonać się na własnym żołądku.

P.S. Wszystkie opisane przez nas miejscówki z województwa lubelskiego znajdziecie pod tym linkiem. 


  • www: https://www.facebook.com/Restauracja-Rarytas
  • napój w promocyjnej cenie do śniadania: tak w zestawie śniadaniowym za 14 PLN jest kawa / herbata w cenie
  • oferta lunchowa: brak
  • parking: prywatny przy samej restauracji
  • kącik dla dzieci: nie zauważyłem
  • ogródek / taras: brak

OCENY (1-TRAGEDIA 2-SŁABO 3-OK 4-BARDZO DOBRZE 5-REWELACJA):

lokal / wystrój 3,5
wielkość porcji 4
smak 3,5
obsługa 2,5
cena / jakość 4

SUMA 17,5 (jak przyznajemy szczątkowe oceny?)


Polub bezfarmazonu na Facebooku i Instagramie aby być na bieżąco z nowymi postami.

 

4 myśli w temacie “Parędziesiąt lat minęło jak jeden dzień… Restauracja Rarytas – Piaski

  1. Flaki w Raytasie to już długo nie jest to samo, co za czasów świetności tej (ówcześnie) znakomitej restauracji. Powiem więcej : osoby, które pamiętają ich smak doskonale, po spróbowaniu rosołu z flakami, serwowanego w obecnym „Raytasie”, z pewnością na to danie tam nie wrócą. Nie ma co ukrywać, że obecni właściciele nie przywiązują wagi do tradycyjnego smaku flaków Pana Sieczkarza tak bardzo, jak do sprzedaży ich niemal hurtowo. Sami tłumaczą, że „każdy sobie może w domu po swojemu doprawić”. Zadaję sobie więc pytanie o sens uczęszczania do jakichkolwiek restauracji, a w szczególności do restauracji z taką niegdyś renomą. Szlagier dla „Rarytasu”, jakim zawsze przecież były flaki, to powinno być danie, którego receptury nikt nigdy nie powinien śmieć zmieniać.

    Ja byłam mocno rozczarowana po posmakowaniu flaków. Niestety.

    Jeżeli chodzi o pozytywy „Rarytasu” to ogromne uznanie dla Kucharzy za zawsze świeże dania. Czuć, że przygotowane było przed chwilą, na bieżąco. Dania główne są smaczne, choć nie doprawione. Mięso dobrze rozbite, dobre gatunkowo. Sałatki i surówki takie, jak „u Babci” – tutaj ogromny plus. Ceny są przystępne, biorąc pod uwagę wielkości podawanych porcji.

    Słowem zakończenia, polecam znaleźć przepis (lub poszukać potomków Pana Sieczkarza, którzy z pewnością doskonale pamiętają i znają recepturę) na „Piaseckie flaki” i przywrócić to znakomite danie do kanonu Lubelszczyzny, by obecny „Raytas” stał się RAYTASEM sprzed lat.

    Pozdrawiam.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s