Cierpliwości mili goście, cierpliwości – Litworowy Staw – Białka Tatrzańska

Wracając z chłopakami z deski z Tatrzańskiej Łomnicy w marcu 2019 kolejny już raz zatrzymaliśmy się w Litworowym na obiad.

Mimo iż w poniedziałek nie było tłumów, przez dziesięć minut minęło nas troje różnych kelnerów, a dopiero jak zapytaliśmy czy ktoś nas obsłuży dostaliśmy odpowiedź, że zaraz ktoś do nas podejdzie :/

Na start zamówiliśmy dwa żury z białą kiełbasą i jajkiem, barszcz z krokietem oraz  kapuśnicę.  

Wszystkie polewki oceniliśmy bardzo dobrze. Treściwy żur skrywał sporo kiełby, słodko – kwaśny barszcz sparowany z wypełnionym po brzegi mięsnym krokietem tworzył dobry zespół, a kapuśnica która nie załapała się na zdjęcie zawierała niezłe żeberko. Zupy podano piekielnie gorące – za to plus.

Na drugie danie Sz. i B. poprosili jagnięcego burgera, F. zapiekankę ziemniaczaną, a ja najprostsze z możliwych dań – pierś z kurczaka saute z warzywami z grilla. 

I to właśnie moje danie okazało się najsmaczniejsze. Mięsko było soczyste i pachnące, warzywka w postaci papryki, bakłażana, cukinii, również aromatyczne. 

img_1619

Burgery słabe. Smakowały tak jakby ktoś je zrobił rano, a przed podaniem tylko podgrzał :/ Bułka twarda, mięso wysmażone na wiór, oscypek dopiero zaczął się rozpuszczać na brzegach, w środku był jednak „surowy”. Największym nieporozumieniem okazały się frytki – nie dość że chłopaki mieli na talerzu może ich 6 sztuk to dodatkowo były niedosmażone.  

img_1660

Zapiekanka w porządku, chociaż F. narzekał na smak ziemniaków. Szczerze to bardzo nas to zdziwiło, bo z Sz. nie wyczuliśmy w nich żadnego smaku, więc ciężko było nam zrozumieć narzekanie na coś czego wcale nie czuć 😉

img_1661

Wtopę zaliczyła również młoda kelnerka. Wielokrotne zapytania przy zupach, drugich daniach, napojach i rachunkach kto co zamawiał jest po prostu słabe. Istnieją przecież sposoby notowania takich spraw w notesikach i oznaczania co jest dla kogo.

Trzecia wizyta pokazała, że Litworowy Staw jest po prostu średni. Zdarzają się lepsze i gorsze dni obsługi, podobnie sprawy się mają z kuchnią. Nie poleciłbym tego miejsca znajomym, gdyż szansa iż się dobrze trafi jest bardzo losowa. 


Litworowy Staw odwiedziliśmy w lutym 2018 roku wracając z kilkudniowego śnieżnego szaleństwa. Mieliśmy mega farta, bo trafił się nam wolny stolik niemalże od razu po wejściu do lokalu. Niestety takiego szczęścia nie miało około dwudziestu osób które tłoczyło się przy wejściem kiedy my skończyliśmy nasze ucztowanie.

Tym razem zasiedliśmy na dolnej sali z około dwudziestoma stolikami. Kelnerka w ciągu chwili podała nam karty, a my zaczęliśmy zastanawiać się na co mamy ochotę.

Wybór dań jest spory, więc łatwo nie było, ale kiszki marsza grały i decyzje musiały zapaść.

Dosłownie pięć minut po zamówieniu zup, te wjechały na nasz stół. Słodkawy barszcz ze smacznymi uszkami (12 PLN), treściwy ale tylko ciepły (a nie gorący) rosół z kawałkami kuraka (10 PLN) oraz żurek z połową jajka i z około stu gramami pysznej białej kiełbasy bardzo dobrze nas posiliły. Ten ostatni był zdecydowanie najlepszy i najbardziej sycący.

img_0294

Po zupach odczekaliśmy około dwudziestu minut i zaczęliśmy się raczyć daniami głównymi:

  • szpatki jagnięce z moskolami, sałatami i sosem czosnkowym (32 PLN). Mięso zwarte i czyste – bez twardych czy niejadalnych cząstek. Moskole (czyli ugotowane, ubite i usmażone na patelni bez tłuszczu ziemniaki) fantastyczne, ale te malutkie dwie sztuki ledwo pogłaskały mój żołądek. Czosnkowy sosik był bardzo lekki i kremowy.

img_0299img_0300

  • grillowana z warzywami pierś z kurczaka (19 PLN)  z pieczonymi ziemniakami (6 PLN) i sosem czosnkowym. Mięso okej, ziemniaki bez zastrzeżeń.

img_0297img_0298

  • placek po zbójnicku, a raczej trzy placki (29 PLN) usmażone w punkt. Chrupiące na zewnątrz, miękkie w środku. Mięsa na talerzu nie znajdowało się za dużo, ale te kilka kawałków było miękkie i chude. Małe, ceramiczne naczynie wypełniała kwaśna śmietana.

img_0295img_0296

W porównaniu z ostatnią wizytą, tym razem obsługująca nas szybka, uprzejma i skuteczna kelnerka, zdecydowanie stanęła na wysokości zadania.

Po tej wizycie z pełnym przekonaniem stwierdzam, iż punktacja Litworowego Stawu zasługuje na podwyższenie.


Po jednodniowym wypadzie w styczniu 2017 do Tatrzańskiej Łomnicy i pozostawieniu wraz z kumplami trochę euro na skipassy oraz mandat za prędkość (boleśnie przekonałem się, że w Słowacji trzeba bardzo uważać w terenie zabudowanym bo pokuta jest sroga :/) postanowiliśmy posilić się już po polskiej stronie.

W wybranej przez nas ogromnej karczmie, na trzech kondygnacjach znajduje się parędziesiąt stolików, a mimo to w zimowe weekendy możemy chwilę poczekać na wolne miejsce. Kilka tygodni wcześniej miałem do niej „podejście”, ale nie byłem na tyle cierpliwy aby czekać około pół godziny. Tym razem w Litworowym Stawie zatrzymaliśmy się w środku tygodnia i usiedliśmy bez problemu

Kelnerka szybko zjawiła się z kartą i po około 5 minutach przyjęła od nas zamówienia. Każdy wziął po daniu głównym i napoju. Wybór jest duży, wystarczy kliknąć tutaj aby zobaczyć szczegóły. Po dokładnie 23 minutach pojawiły się przed nami upragnione obiady. Przydałoby się jakieś proste czekadełko  jak to w niektórych karczmach bywa, no ale cóż nie wszędzie możemy liczyć na takie gratisy.

Sz. zamówił placek po zbójnicku z gulaszem i startym oscypkiem. Stwierdził iż porcja była trochę za mała jak na 29PLN – chudego wołowego mięsa nie było więcej niż 100g. Placki dobrze starte i usmażone tak jak trzeba.

img_2536

F. i C. zamówili zapiekanki Harnasia z kiełbasą, boczkiem, ziemniakami, pomidorami, cebulą i ogromną ilością żółtego sera. Stwierdzili we dwóch, że były dobre. Cena 20PLN.

img_2537

Ja skusiłem się na burgera jagnięcego. Dodatki w postaci boczku, mocnego kiszonego ogóra oraz oscypka nie stłumiły smaku soczystego mięsa, które było trochę za słone.  Plus za wieloziarnistą bułkę, szkoda że chrupiąca była tylko górna połówka, dolna bardzo szybko zmiękła.  Do dania podawane są frytki, wymieniłem je jednak na pieczone ziemniaki i był to super wybór. Miękkie w środku, z przypieczoną skórką na zewnątrz, doskonale smakowały z podaną kwaśną śmietaną. Cały zestaw kosztował 29 PLN i był bardzo, ale to bardzo sycący. 

W naszym przypadku niestety obsługa poległa na całej linii. Przy burgerze zapomniano o zamianie frytki –> ziemniaki (po upomnieniu kelnerka szybko się z tym uporała). Dodatkowo kolega otrzymał nie taką herbatę jak zamawiał, a na samym końcu na rachunku mieliśmy dodane nie zamawiane przez nas lody, które kelnerka skwitowała „że ktoś inny musiał jej wbić”, bez słowa przepraszam czy innych uprzejmości.

Gdyby ktoś mnie zapytał czy warto tam zjeść serio nie wiem co odpowiedzieć. Nic specjalnie nas nie zaskoczyło, nie było rewelacji, ale zamówione potrawy były poprawne i ciepłe. Ktokolwiek się tam wybierze mam nadzieję, że będzie miał więcej szczęścia jeśli chodzi o serwis.


OCENY (1-TRAGEDIA  2-SŁABO  3-OK  4-BARDZO DOBRZE  5-REWELACJA):

lokal / wystrój 4
wielkość porcji 3,5
smak 3
obsługa 2
cena / jakość 3

SUMA 15,5 (tutaj sprawdzisz co się składa na oceny)


Polub bezfarmazonu na facebooku aby być na bieżąco z nowymi postami.

Przy okazji czytania tego postu polecam przeczytać dwa inne w Bukowinie/Białce: Bury Miś oraz Karcma u Miescorza.

Jedna myśl w temacie “Cierpliwości mili goście, cierpliwości – Litworowy Staw – Białka Tatrzańska

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s