Ileż się nasłuchałem i naczytałem o tym warszawskim ramen barze to przechodzi ludzkie pojęcie. Obecnie, w samej tylko stolicy, pod szyldem Yatta znajdziecie ich kilka odsłon. Każdy ze swoim klimatem i pomysłem, ale to właśnie opisany w tym poście został odpalony jako pierwszy.
Ramenownia z zewnątrz jest bardzo niepozorna. Wąskie wejście, otwarta kuchnia, parę stopni po schodach i myk – jesteście w sali dla gości. Kilka stolików, lekki półmrok, artystyczny nieład. Nie byłem w kraju kwitnącej wiśni, ale właśnie tak wyobrażam sobie tamtejsze ramenowe mekki. Nic pięknego, po prostu miejsce gdzie pod dachem można wsiorbać kluchy.

Druga nasza tutaj wizyta odbyła się w połowie października 2024. Odstaliśmy 10 minut w kolejce… ramenów się jednak nie doczekaliśmy. Bardzo spieszyliśmy się na mecz, więc od samego początku zapytaliśmy jaki jest czas oczekuwania. Usłyszeliśmy 10 minut. Minęło jednak minut trzydzieści, a ramenów ni widu ni słychu.
Po zapytaniu po raz kolejny usłyszeliśmy 3 minuty. Rameny jednak nie pojawiły się przez kolejnych siedem. Nie wytrzymaliśmy i wyszliśmy.
Dwójka naszych znajomych została, ale o samym smaku nie wypowiedzieli się tak pozytywnie jak my ich zapewnialiśmy. Poniżej recenzja sprzed roku i wtedy było wybitnie. No nic szkoda – przez akcję z obsługą i kuchnią my już na pewno nie wrócimy.
W kwietniu 2023 spis ramenów przedstawiał się następująco.

Sami przyznacie, iż menu nie należy do najpiękniejszych jakie widzieliście – jedni taki biedny wydruk nazwą cebulactwem, inni powiedzą iż taki urok tego miejsca – ocenę pozostawiam Wam. In plus darmowa woda w karafce.
Nie wiem, może to kwestia dnia / godziny, ale nie mieliśmy najmniejszego problemu z wolnym stolikiem, a podobno kolejki potrafią być tu spore.
Asakusa Tantanmen (43 PLN) palił ostrością i powodował lekki katarek, ale jednocześnie nie mordował i nie powodował bezdechu. Baza epatowała sezamową pastą oraz nerkowcami. Miękkiej i soczystej karkówce nie dało się niczego zarzucić, pikle i warzywa cudownie dopełniały głębię.


Vegan Tonkotsu (40 PLN) bez dwóch zdań był najlepszym i najbardziej umamicznym ramenem wegańskim jaki jadłem w życiu. Nie wiem jakim cudem ramenmasterzy wyciągneli aż takie pokłady umami z mleka sojowego, kombu i grzybów, ale bulion po prostu rozkładał na łopatki. I te wybitne plastry tofu – miękkie i słodziutkie. Ah!


Wspólnym mianownikiem dwóch misek był sprężysty i nieposklejany makaron! Gorący jak diabli, tak samo zresztą jak obydwa buliony. Nie ciepłe, acz o wybitnie wysokiej temperaturze. Kraków tak nie potrafi, tutaj jak widać sobie z tym radzą.
Yatta to kapitalna ramenownia najwyższej próby. Na sto procent, przy okazji kolejnej wizyty w stolicy podbiję tu na inną michę.
- fb
- śniadania: brak
- oferta lunchowa: brak
- parking: publiczny płatny przy ulicach obok
- kącik dla dzieci: brak
- ogródek / taras: brak
- miejsce przyjazne zwierzakom: tak
OCENY (1-TRAGEDIA 2-SŁABO 3-OK 4-BARDZO DOBRZE 5-REWELACJA):
*** BRAK OCEN PRZEZ WZGLĄD TYLKO NA DWIE WIZYTY ***
lokal / wystrój
wielkość porcji
smak
obsługa
cena / jakość
OCENA KOŃCOWA: (jak przyznajemy szczątkowe oceny?)

Zaobserwuj profil bezfarmazonu na Facebooku i Instagramie aby być na bieżąco z nowymi postami.
Zobacz pełną listę odwiedzonych przez nas miejsc albo sprawdź je wszystkie na posegregowanej wg ocen mapie Krakowa i okolic.





Dodaj komentarz