Drukarnia Smaku Cristina – ZAKOPANE

Zakopane turystycznymi miejscami stoi. Za żadne skarby nie uwierzę, że gdzieś na Krupówkach turysta dostanie wyjątkowe jedzenie – może trafi na relatywnie smaczne „góralskie”, ale na pewno nie wybitne. Weźmy na przykład zlokalizowaną przy samym turystycznym dukcie, opisaną przez nas kilka lat temu Stodołę – no kurde słaba jest i kropka. Kiedyś kilkukrotnie stołowaliśmy się w Pstrągu Górskim – było tylko i aż okey – nie wiem jak jest teraz, bo ostatni raz jadłem tam w 2015-tym. 

Żyjemy w dobie internetu, kto żyw bez wyjątku może wystawić ocenę każdemu miejscu. Są tego pozytywy i negatywy – gro słabych opinii to nieuczciwa konkurencja albo rozżalone osoby, które oczekiwały fajerwerków. Sporo „opinii” to wylewanie niczym nie popartych żali. Są i tacy którzy potrafią dać jedynkę dlatego, że przy stoliku obok siedzieli rodzicie z małymi dziećmi, a „kelnerzy nie ośmielili się ich wyprosić razem z ich strasznie hałasującymi dzieciorami„. Żeby odróżnić hejterskie wywody od konstruktywnych opinii trzeba naprawdę dobrze się namęczyć. 

Ale jest też jasna strona internetu: szczere głosy konsumentów, blogi i serwisy, które starają się stwierdzać fakty oraz opisywać miejsca zgodnie z prawdą i subiektywnymi odczuciami skorelowanymi z zapłaconymi za dania dziengami. 

Po tym przydługawym wstępie liczę na to, że czytacie ten post, bo wierzycie w bezfarmazonową szczerość i bezpośredniość. 

Do Drukarni Smaku trafiliśmy dzięki pewnemu blogowi traktującemu o jedzeniu poza domem. Po przeczytaniu kilku akapitów i sprzedaniu pomysłu K. i P., zdecydowaliśmy że przed wyruszeniem do Krakowa (i jak się później okazało spędzeniem czterech godzin w korkach) to właśnie w tym miejscu się posilimy. 

Nasze sportowo – górskie stroje (jaskrawe ciuchy, trapery, plecaki) nie do końca pasowały do eleganckiej restauracji, ale nikt z obsługi nie dał nam tego odczuć. Piszę to dlatego iż wiem, że sporo osób zastanawia się czy na sportowo wypada czy nie – tutaj jest ok. 

Zasiedliśmy przy oknie co by mieć dobre dzienne światło do zdjęć, chwile później uprzejmy jegomość podał nam karty. W czasie jak ogarniał nasze napoje my zgłębialiśmy tajniki menu. Karta to wylistowane składniki poszczególnych dań, nie znajdziecie w niej opisu przygotowywania poszczególnych potraw, dlatego wiedza kelnera okazała się nieoceniona. Ten nie tylko znał wszelki składnik i zioło składające się na ostateczne dzieło, ale potrafił również ze szczegółami opowiedzieć o formie obróbki cieplnej. 

Każde z nas zdecydowało się na dwa dania, na samym końcu kelner przekonał nas jeszcze do wspólnego deseru. 

Na początek dostaliśmy darmowy poczęstunek – barwiona sepią kromka chleba o chrupiącej skórce i miękkim środku z gęstym miodem i odrobinę anyżkowym, idealnie słonym, niesamowicie kremowym masłem – takim pysznym, że można się nim rozkoszować prosto z noża bez żadnych dodatków. Serio! 

img_8860img_8859

Po piętnastu minutach pojawiły się startery: 

  • kacza wątróbka | gruszka | nugat | pistacje | porto (44 PLN). Zacytuję P: „foie gras z dodatkami (mus i duszone jabłka, pistacje, kawałki gruszki) tworzyły jedną, kompletną całość i dawały wyważony smak, a muffin i sos demi glace wieńczyły dzieło. Danie oceniam bardzo wysoko, zarówno za wygląd jak i smak.”

img_8866img_8862

  • pierożki „Drukarnia Smaku” (36 PLN). Doskonałe ciasto, mięsny jagnięcy farsz o charakterystycznej woni, chipsy z szałwi i marchewki, mus ze szpinaku, grzybek, sos z palonych warzyw, puder z bakłażana, olej pietruszkowy – no kurcze czego na tym talerzu nie było! Coś pięknego – zdecydowanie warto zapłacić za każdą taką pierogową sztukę lekko ponad siedem złotych. 

img_8877img_8861

  • chłodnik | botwina | jajko zielononóżki | orzech laskowy (24 PLN). K. oceniła na piątkę, ja chłodników, a szczególnie tych buraczanych nie lubię, więc się nie wypowiem.

img_8864img_8863

Chyba nie będzie niespodzianką jeśli napiszę, że po pierwszych daniach byliśmy już sto procent przekonani, że trafiliśmy do miejsca gdzie powinniśmy byli trafić. A najlepsze miało dopiero nastąpić. Po dziesięciu minutach otrzymaliśmy drugie dania: 

  • długo pieczone żebro wołowe | kukurydza | białe szparagi | ponzu (56 PLN) – na tą pozycję P. namówił kelner i tym samym trafił w sedno, gdyż Ta nie mogła przestać zachwalać niesamowicie kruchego i delikatnego mięsiwa, sosu oraz kiszonych szparagów z wyśmienitą kukurydzą. Danie nie należy do tanich, ale jeśli lubicie tą część wołu to bankowo Was usatysfakcjonuje. 

img_8870img_8867

  • antrykot sezonowany 350g. „Polska” (67 PLN) z ziemniakami stekowymi (12 PLN). Złapałem straszną ochotę na stejka. Przez chwilę rozważałem polędwicę, ale z racji większej gramatury oraz chęci na tłustsze mięso wybrałem antrykot. Wołowinę usmażono w punkt medium, a na jej wierzchu roztapiało się bardzo mocne i aromatyczne masło Cafe de Paris z przyprawami. Według mnie odbierało ono jednak smak mięsu, więc czym prędzej je z niego zdjąłem na bok talerza – ogólnie to nie lubię sosów / masła na mięsie, ale nie żywię urazy, bo przy zamówieniu zapomniałem o tym cokolwiek wspomnieć kelnerowi. Wybrany przeze mnie maślany sos berneński z nutką estragonu okazał się mocno octowy. Ziemniaki wraz ziołami smakowały świetnie wraz z sosem Aioli na bazie majonezu, czosnku i szafranu. 

img_8872

  • krokiety warzywne (32 PLN). K. poleciała vege. Chrupiące krokiety przypominały sajgonki, a wraz ze spoczywającą obok sałatką, dzięki imbirowi cały talerz kipiał Azją na kilometr. Trochę ją to zaskoczyło, ale że lubi takie klimaty to wraz z sosem mango zjadła ze smakiem

img_8873img_8868

Na sam koniec, mimo pełnych brzuchów daliśmy się namówić na deser. Zestaw: szarlotka | kwaśne jabłko | biała czekolada (25 PLN) rzucił nas na kolana. To jabłko po lewej stronie w takiej jakby otoczce z mchu, dzierżyło w środku pyszny krem. Domowej roboty lody wraz z kruszonką pierwsza klasa. No i ta prezencja na talerzu 🙂 

img_8874img_8875

Nawet najsmaczniejszy obiad nie będzie idealny bez profesjonalnej obsługi. Nasz nienagannie wyszkolony i skory do odpowiedzi na milion pytań kelner stanął na wysokości zadania – przez cały czas był tam gdzie trzeba – uśmiechnięty, szybki i bardzo ogarnięty. Naprawdę ciężko sobie wyobrazić lepsze podejście do gościa. Za to dziękuję. 

Drodzy Czytelnicy jeśli sumiennie przebrnęliście przez powyższy tekst to wiecie, że Cristina zasługuje na gromkie brawa. Wystrój lokalu, kuchnia, czas serwisu i obsługa są na bardzo, bardzo wysokim poziomie. Nie jeździmy do Zakopanego za często, ale to miejsce jeszcze odwiedzimy – to więcej niż pewne.  



OCENY (1-TRAGEDIA 2-SŁABO 3-OK 4-BARDZO DOBRZE 5-REWELACJA):

lokal / wystrój 4
wielkość porcji 3,5
smak 5
obsługa 5
cena / jakość 5

SUMA 22,5 (jak przyznajemy szczątkowe oceny?)


Polub bezfarmazonu na Facebooku i Instagramie aby być na bieżąco z nowymi postami.

 

Zobacz pełną listę odwiedzonych przez nas miejsc albo sprawdź je wszystkie na posegregowanej wg ocen mapie Krakowa i okolic.

4 myśli w temacie “Drukarnia Smaku Cristina – ZAKOPANE

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s