Sezonowana wołowina i owoce morza również na wynos – Cargo Grill & Deli – KRAKÓW, ul. Dolnych Młynów

img_4844

W któryś czerwcowy wieczór 2017 roku zawitaliśmy wraz z kumplami do nowo otwartej restauracji należącej do grupy ScandaleCargo Grill & Deli. Znajduje się ona w kompleksie Tytano przy bardzo popularnej ostatnimi czasy ulicy Dolnych Młynów.  Więcej o tej lokalizacji przeczytacie w poście o Międzymiastowej.

Był ciepły dzień więc zajęliśmy miejsce na zewnętrznym, podwyższonym tarasie przy bardzo zakurzonym i brudnym od spadających z drzewa pyłków stoliku. Po zwróceniu na to uwagi kelnerce, dziewczyna przetarła nam krzesełka, ale samego stolika już nie – luz poradziliśmy sobie sami serwetkami. O wymianę sztućców na czyste również musieliśmy poprosić. Tak czy siak krzywda nikomu się nie stała, ale wybredny klient widząc taki stolik albo by sobie poszedł albo zrobił aferę. W okresie ogródkowym przydałoby się mieć nad tym kontrolę.

Dostaliśmy menu reprezentujące kuchnie z różnych stron świata, ale ponadprzeciętnej liczby państw się tam nie doszukałem (do wglądu tutaj). Doszliśmy do wniosku, że zaczniemy minimalistycznie od dwóch przystawek do podziału na nas czterech. Próbując  dowiedzieć się od kelnera o sery jakie znajdują się na desce tych przysmaków dostaliśmy info tylko o jednym z nich (innych nie pamiętał) – nie zdecydowaliśmy się więc na ich zamówienie. Testu wiedzy o terrine z serca i policzków też nie zdał gdyż poinformował nas, że póki co tej pozycji nie możemy zamówić „bo nie przyszła maszyna”. Gdy zapytaliśmy cóż to za maszyna nie usłyszeliśmy odpowiedzi. Nie chcąc już bardziej męczyć kelnera zamówiliśmy to co było dla nas jasne:

  • krewetki z chorizo i masłem czosnkowym – 34 złote za 3 sztuki wydaje się lekko przesadzoną kwotą – kelner wiedząc, że jest nas czterech mógł szepnąć o tym kucharzowi to może dałby jedną więcej. A tak serio, to całkiem poprawne połączenie owoców morza z wieprzowym mięsem.
  • tatar wołowy (32 PLN) – no dobry, całkiem dobry, nieźle posiekany, podany wraz z żółtkiem, czerwoną cebulką, ogórkami i grzybkami oraz dwiema kromkami świeżej bułeczki które na oko miały ze 20 gramów. Minimalizm ah minimalizm, zobaczcie na zdj poniżej ile trzeba dać tatara na taką mini kromeczkę…

Żołądki połechtaliśmy, po piwku wypiliśmy, przyszedł więc czas na konkrety. Restauracja specjalizuje się w owocach morza i rybach. Ciekawostką jest to, że sami możemy wskazać ze „sklepo-wystawki” znajdującej się w środku lokalu, która ryba nam się podoba (możemy również zakupić ją do domu, podobnie sprawa ma się z sezonowaną w Cargo wołowiną) i wtedy kucharz ją dla nas przyrządzi. Akurat o tym kelner zapomniał nas poinformować, a dowiedziałem się tego później spacerując po bardzo fajnie urządzonej restauracji – widać w niej pracę włożoną w wystrój, nie jest to kolejny nudny modernistyczny lokal, ale cieszące oko miejsce.

Wracając do jedzenia: na ryby nikt nie miał ochoty zamówiliśmy więc dwa burgery (jeden za 30, drugi za 33PLN) i dwie polędwice wołowe.

Jeśli chodzi o te pierwsze to chłopakom smakowały i szybko się z nimi uporali. Smaczne frytki, ale znowu malutka ich porcja nie zasiliły jednak ich brzuchów tak dobrze jak robią to streetfoodowe burgery.

Wraz z F. skusiliśmy się na polędwicę wołową (53 PLN) która wg menu powinna ważyć w okolicach 200g. Ja rozumiem, że waga podawana w menu jest wagą surowego mięsa, ale to co dostałem na talerzu ważyło maksymalnie 120g. Biorąc pod uwagę fakt, że podczas smażenia, z mięsa ucieka 30% wody, z prostej matematycznej kalkulacji wynika iż mój kawałek  mięsa ważył maksymalnie 160 gramów przed obróbką. Czy to jest około 200g? Nie wydaje mi się!

Walory smakowe natomiast były bardzo, ale to bardzo dobre. Mięsa usmażono dokładnie wg naszych życzeń. Moje medium bardzo dobrze się kroiło (również dzięki super drewnianemu, masywnemu nożowi). Było intensywne w smaku, miękkie w środku i chrupiące na zewnątrz (nie spalone). Dookoła znajdował się rozsypany kolorowy pieprz oraz gruboziarnista sól. Zamówiony do zestawu ziemniak ze śmietaną (7 PLN) był po prostu smacznym przepołowionym, pieczonym w skórce ziemniakiem z kwaśną śmietaną – dokładnie takim prostym dodatkiem jak ten opisany w menu – nie spodziewałem się fajerwerków i takowych też nie było.

img_4851

Skończyliśmy jeść i wszyscy mieliśmy niedosyt. Morał tej opowieści jest prosty – jeśli w Cargo facet chce się najeść musi zamówić co najmniej trzy dania (przystawka/zupa, danie główne, deser)


Po tej jednej wizycie coś jednak nie dawało mi spokoju i nie do końca wiedziałem jak finalnie ocenić Cargo. Następnego dnia wpadłem więc punkt 12:00 na trzydaniowy lunch w cenie 29 złotych.

Gęsty i zimny arbuzowy chłodnik z prawdziwym serem feta (raczej nie marketowa Favita) i miętą smakował bardzo dobrze. Idealna opcja na upalny dzień.

Podane z warzywami z patelni i sezamem dwa kawałki kurczaka w panierce panco bardzo dobrze chrupały. Jarzyny były świeże i sprężyste, słodko ostry sos chili idealnie pasował do panierowanej kury.

Mistrzem jednak okazał się deser – brownie z burakami. To amerykańskie ciastko w takiej dziwnej niejako wariacji było nieziemskie. Owy specyfik utwierdził mnie w przekonaniu, iż warto raz na czas zjeść inny deser. Mięciutki buraczany mus nie narzucał się smakiem, a chrupiąca czekoladowa góra łatwo poddawała się krojeniu pod naporem widelca. Coś pięknego!

W kwestii serwisu i czasu muszę napisać dwa zdania. Podczas konsumpcji byłem jedynym gościem w lokalu i nie ukrywam miałem nadzieję na szybką szamę. Niestety zupę dostałem po 20minutach, drugie danie po kolejnych 20tu, na deser też poczekałem kolejne 10 minut… trochę za długo jak na szybki lunch.

Jak więc podsumować Cargo? Obsługa kelnerska musi się jeszcze troszkę podszkolić z obsługi klienta, chociaż trzeba przyznać iż na wejściu goście są bardzo miło witani przez sztab pracowników. Jest potencjał i czuję, że niebawem wszystko będzie tykać jak w szwajcarskim zegarku.

Kolacja z ziomkami byłaby całkiem spoko gdyby nie fakt, że nikt się zbytnio nie najadł. Porcje z menu ewidentnie należą do małych, więc miejsca nie mogę polecić bardzo głodnym osobnikom którzy zjeść lubią konkretnie.

Lunch był wyśmienity – zarówno smakowo jak i wielkościowo spełnił w 100% pokładane w nim nadzieje.

Jeśli będę miał okazję do Cargo bankowo wrócę na lunch. Z racji małych porcji dania główne raczej już odpuszczę, ale spore szanse, że zawitam jeszcze kiedyś na którąś z ryb.

OCENY (1-TRAGEDIA  2-SŁABO  3-OK  4-BARDZO DOBRZE  5-REWELACJA):

lokal / wystrój 4
wielkość porcji 3
smak 4
obsługa / serwis 2,5
cena / jakość 3,5

SUMA 17 (tutaj sprawdzisz co się składa na oceny)

Polub bezfarmazonu na facebooku aby być na bieżąco z nowymi postami.

One thought on “Sezonowana wołowina i owoce morza również na wynos – Cargo Grill & Deli – KRAKÓW, ul. Dolnych Młynów

  1. rzeczywiście ten lunch ma normalne porcje i można się najeść. Tym kawałkiem wołowiny to ja na pewno bym się nie najadła. Dla mnie to przystawka raczej 🙂 Ale za tyle pieniędzy? I to czyste mięso, dodatki płatne osobno… Przesada.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s