Kilka dni we Lwowie – waluta, transport, noclegi i jedzenie.

W sierpniu 2017 odwiedziliśmy po raz pierwszy Lwów i w związku z tym postanowiłem napisać parę zdań.


UKRAIŃSKIEJ WALUTY – hrywny, zdecydowanie nie warto kupować w Polsce. Czemu? Tego samego dnia w Krakowie, Chełmie albo Przemyślu najlepszy kantor (a sprawdzaliśmy co najmniej kilka) płacił 615 hrywien za 100zł. We Lwowie, za tą samą stówkę polskich złotych, można było dostać nawet 695 hrywien. Różnica jest spora.

Zdecydowanie nie opłaca się również płacić kartami debetowymi, bądź kredytowymi za hotele / towary / jedzenie czy usługi gdyż transakcja zostanie najpierw przewalutowana na euro lub dolara (w zależności czy płacicie Visą  czy MasterCardem) i dopiero później na hrywnę. Spready są duże, w niektórych przypadkach może jeszcze dojść prowizja. Przy koncie walutowym w euro sprawa ma się już lepiej, bo płacimy tylko za jedno przewalutowanie. Mimo to, zdecydowanie najlepszą opcją jest wzięcie ze sobą złotych w gotówce i wymiana ich na miejscu.


JAK DOSTAĆ SIĘ DO LWOWA? Z Krakowa można samochodem A4ką i później ukraińskimi drogami do samego miasta, tylko po co tracić czas i stać na granicy nawet kilka godzin? My wybraliśmy opcję autem, ale tylko do Przemyśla (tam parking strzeżony w cenie 15 PLN za dobę), a później pociągiem do UA. Cena biletu PKP Intercity Przemyśl -> Lwów -> Przemyśl wynosi 18 euro w pierwszej klasie (druga jest 3 euro tańsza). Pociąg jedzie niecałe 2h, w trakcie jazdy odbywają się polskie i ukraińskie kontrole celne i paszportowe. Pociąg komfortem odpowiada naszym polskim IC – wygodne, rozkładane fotele, gniazda 230V, klimatyzacja.


Jeśli chodzi o NOCLEGI to jak w każdym większym mieście opcji jest multum. Od hosteli przez aparthotele, hotele butikowe, aż do największych luksusowych hoteli. Ceny jak wszędzie zależą od odległości od centrum, wygody oraz (nie)wliczonych śniadań, parkingu itp. Z moich obserwacji wynika iż przy wcześniejszej rezerwacji we Lwowie zapłacimy około 50-70% stawki w porównaniu do Krakowa czy Warszawy. My spaliśmy tutaj.


Blog jest o JEDZENIU, więc o tym będzie dalsza, zdecydowanie dłuższa część postu.

Jeśli słyszeliście, że w Ukrainie ceny są niższe niż u nas to dobrze słyszeliście. Jest tanio, a to jak bardzo, zależy od tego gdzie mieszkacie w Polsce. Na samym lwowskim rynku zapłacimy około 1/3 mniej niż na rynku krakowskim (piwo, drinki, jedzenie) chociaż oczywiście znajdziemy miejsca gdzie ceny jedzenia są bardzo porównywalne do naszych.

Aby poznać kwotę w złotówkach podzielcie sobie wartość UAH przez siedem (taki kurs obowiązywał 15-18.08.2017).

Bardzo wiele lokali w centrum (jeśli nie wszystkie) oferują warzony na Rynku Głównym w Teatrze piwa Pravda niefiltrowany, niepasteryzowany Zenyk, który patrząc pod kątem cen ukraińskich, do tanich nie należy (0.5l – 56UAH). W zdecydowanej większości miejsc oferowane są też inne piwa np Lvovskie (0.5l 30-40 UAH). Niespodzianką może być fakt, iż nie wszędzie znajdziemy zwykłe jasne piwo Pils (często są tylko pszeniczne jasne, ciemne, portery).

Rachunki bardzo często podzielone są na dwie części. W pierwszej wylistowane są produkty i napoje bezalkoholowe, a w drugiej pozycje zawierające jakiekolwiek %. Dobry patent, bo mimo cyrylicy jesteśmy w stanie sprawdzić czy wszystko się w miarę zgadza (np ilość wypitych kufli/ butelek/ lampek/ shotów).


Puzata Chata

IMG_5730

Bardzo znane i oblegane miejsce z gotowym jedzeniem. Każda z potraw jest oddzielnie wyceniona i poruszając się w kolejce od podgrzewacza do podgrzewacza mówimy (bądź pokazujemy) co chcemy dostać. Prezentowane na tacach poniżej zestawy kosztowały w granicach 80-130 hrywien. Wszyscy się nimi konkretnie najedliśmy (no prawie wszyscy, oprócz J.) Mój zestaw z de’volaillem, szaszłykiem z wieprzowej polędwiczki (około 150g) oraz szaszłykiem z ud kurczaka (około 120g) wraz z surówką z pekińskiej kapusty skasował mnie na 130 UAH. Na słowa pochwały zasługują słodkie naleśniki ze szpinakiem, pierogi z wiśniami, pyszny sznycel wieprzowy, sałatka ziemniaczano-cebulowa oraz treściwy barszcz ukraiński.

To czego możemy być pewni odwiedzając Puzatą Chatę to świeżość produktów. Ludzi jest tam tak dużo, że pod koniec dnia wiele tac świeci pustkami. Wystrój jest bardziej restauracyjny niż barowy.

IMG_5728


Pstrąg, chleb i wino

img_6095

Jako, że pojedliśmy w miejscu opisanym powyżej tak tutaj skusiliśmy się tylko na piwka oraz deskę serów na której można było znaleźć: 4 rodzaje sera, pokrojoną gruszkę, winogrona, świeżą żurawinę, suszone figi, orzechy włoskie, paluszki grissini oraz pszenne bułeczki ze szpinakiem i suszonymi pomidorami. W centralnym miejscu deski był pojemniczek z miodem który okazało się, że doskonale pasował do wszystkiego. Za deskę wraz z 3 piwami i jednym napojem zapłaciliśmy 310 UAH.

W sporej wielkości ogródku można się odprężyć i zaplanować dalsze zwiedzanie. Dobra opcja.


Karpatska

img_6099

Po godzinie 22ej w środku tygodnia kuchnie w lokalach powoli się zamykały, a Karpatska była jednym z miejsc gdzie ciągle siedziało sporo ludzi. Ku naszemu zdziwieniu kelner słysząc polski język przyniósł nam polskie menu – przeogromne z wydzielonymi sekcjami i potrawami kuchni ukraińskiej, polskiej, rumuńskiej, serbskiej i polskiej.

Zamówiliśmy kilka zakąsek, shoty wódki, herbatę i pół litrowego Sprite. Miałem lekkie obawy jak to wszystko będzie smakowało, bo często bywa tak, że jak wybór jest ogromny to jedzenie słabe – tutaj nie było źle! Mimo późnej godziny „wymietliśmy” do zera zarówno przekąski jak i ciepłe dania. Na uwagę zasługują marynowane kapusty, smaczne ogórki, nietypowy smalec i lekka pasta wątróbkowa. Rachunek za wszystko wyniósł 440 UAH.

img_6103

Śmiało można polecić Karpacką na posiadówkę szczególnie, że zwykłe lane piwka startują od 28 UAH, a shoty czystej wódki (50ml) 25 UAH.


Nostalgia

img_6117

Do Nostalgii trafiliśmy na wczesny obiad nic wcześniej o niej nie czytając – ot szybka decyzja, bo spodobał się nam czerwony ogródek. Zamówiliśmy pielmieni (czyli coś jakby uszka) z mięsem, pierogi a-la nasze ruskie oraz placki ziemniaczane z sosem pieczarkowym. Wszystko okazało się sto procent świeżo przygotowane i bardzo smaczne. Wieprzowo – cielęce mięso było fajnie wyczuwalne, a w pierogach główny akcent smakowy był niesiony przez biały ser, smakujący jak taki prawdziwy wiejski twaróg. Obydwie porcje pływały w sporej ilości masełka. Wszystkie placki sztuk sześć chrupały na brzegach i były mięciutkie w środku. Sos grzybowo-śmietanowy też wporzo. Rachunek wraz z napojami (w tym jednym bezalko Mohito) zamknął się w kwocie 330 UAH.

img_6113

Wyszliśmy zadowoleni. Miejscówka godna polecenia. W menu wypatrzyłem iż oferowane są tam też śniadania. Przykładowy omlet z serem 38 UAH, dwa sadzone jaja z boczkiem 28 UAH.


Bubble Waffle

img_6124

Nie mogliśmy sobie odmówić również zimnych słodkości we lwowskiej filii Bubble Waffle. Gofry wyśmienite, ale lody już słabiutkie, obsługa też wydawała się jakby pracowała tam za karę. Nie polecam


Arsenal – Żeberka w ogniu !

Arsenał charakteryzuje się ogromnymi kolejkami oczekujących na wolny stolik. Cały proces wygląda tak, że meldujemy się u obsługi, ta dopisuje nasze imię i ilość osób na kartkę i czekamy aż zostaniemy wezwani. Zwykle kolejki są dwie (jedna do stolików na zewnątrz, inna do środka gdzie jest więcej miejsca i idzie to szybciej). Swoje tak czy siak trzeba odstać – w naszym przypadku było to 20, a drugim razem 40 minut – tak w ciągu trzech dni byliśmy tam dwa razy. Po zajęciu stolika przewertowaliśmy menu zawierające oprócz żeberek które są specjalnością lokalu różne do nich warzywne bądź ziemniaczane dodatki. Średni czas oczekiwania podczas naszych wizyt wyniósł 20 minut. Ale jak już się doczekaliśmy – obłęd i szaleństwo – takich żeber nie jedliśmy nigdy. Czuć w nich ogień, pyszną marynatę i ich fantastyczne mięso. Nie jest to mięso delikatne, odchodzące od skórki, jest to mięso w które trzeba się wgryźć i oderwać siłą.

img_6132img_6131

Zapach, smak, klimat lokalu, brak jakichkolwiek sztućców – to wszystko generuje niesamowitą atmosferę. Coś pięknego w cenie 90 hrywien za porcję (na zdjęciach poniżej są 3 porcje + warzywa z grilla za 60 UAH). Zdecydowanie warto poczekać na stolik.


Kopalnia kawy

img_6135

Bardzo tłumnie przez turystów odwiedzana kawiarnia w której oprócz wiadomo czego napijemy się też mocniejszych alkoholi albo coś zjemy. Polecam wybrać się na szybką (darmową) wycieczkę po podziemiach kawiarni. Znajdziemy tam ciekawe eksponaty oraz dostaniemy prawdziwe górnicze kaski aby nic nam na głowę nie spadło – chronią również wysokie osoby przed uderzeniem w niskie futryny drzwi (przetestowane).

Co do samej kawy to niestety zawiedliśmy się. Chłopak z obsługi, kompletny nieogar nie dał rady dobrze przyjąć zamówienia na 4 różne trunki. Po 15 minutach dotarły tylko 3, a chwile później po upomnieniu się o ostatni okazało się, że jednego nie zgłosił. Wypiliśmy szybko co dostaliśmy płacąc odliczoną co do grosza sumę przy barze i się ulotniliśmy.

Zamówione napoje kawowe nie były jakieś rewelacyjne. Polecam odwiedziny, ale kawy można napić się gdzieś indziej.


Gazowa Lampa

img_6152

Lampa znajduje się w każdym lwowskim przewodniku, więc ominąć jej nie mogliśmy. Skusiliśmy się na piwko i lekki lunch. Piwko jak wszędzie indziej, jedzenie słabe. Moja sałatka z buraczkami, serem oraz speckiem ładnie wyglądała i na tym się kończą jej pozytywy. 1/3 była niejadalna przez łodygi rukoli, czerwony barszcz był za mało treściwy. Najlepsza ze wszystkiego była solianka. Miała ze dwa kawałki wieprzowego mięsa, i ciekawy smak. Warto natomiast tam pójść dla wnętrza, bo robi wrażenie. Wąskie i kręte schody prowadzą piętro po piętrze gdzie możemy oglądać rozliczne, zabytkowe egzemplarze najprawdziwszych lamp gazowych.

Jest klimatycznie, panuje lekki półmrok, jest fajnie – dobre miejsce na piwo czy shoty (podawane w próbówkach i menzurkach), ale jeść tam nie polecam.


 Loża Masońska

img_6148

No tutaj za wiele nie powiem, bo trzeba wszystko odkryć samemu. Loża mieści się na pierwszym piętrze kamienicy nr 14 na Rynku Głównym. Są tam 3 pary drzwi, dzwonicie domofonem i spotyka Was pierwsza niespodzianka – nie napiszę jaka 🙂 Jak już się znajdziecie w środku i dostaniecie menu w swoje ręce zrozumiecie czemu to miejsce okrzyknięte jest najdroższą restauracją we Lwowie. Spróbowaliśmy tam tatar, który ku naszemu zdziwieniu podany był z pieczywem i ziemniakami. Nie to było jednak najbardziej zaskakujące, a smak wołowego mięsa które przeszło bardzo zapachem dymu z suszu (kojarzycie takie specyficzne bożonarodzeniowe kompoty? – to właśnie coś takiego). Kelner przy nas otworzył pojemnik z siekanym mięsem z którego właśnie owy dym się ulotnił. Mięso było również minimalnie pikantne – ciekawa forma, ale nie trafiła do końca w nasze gusta.

Nic więcej nie napiszę – przekonajcie się sami. Aha nie zapomnijcie odwiedzić toalety 🙂


Podziemia Opery

img_6162

Wstąpiliśmy dosłownie na dwie minuty sprawdzić czy tamtędy rzeczywiście przepływa rzeczka tak jak piszą w każdym przewodniku.  Tak, przepływa – potwierdzam. W piwniczce możecie zjeść (również to co na zdjęciach poniżej) bądź się czegoś napić. Warto zajrzeć, wejście znajdziecie na prawej stronie budynku opery (patrząc na operę od frontu)


Miasteczko

miasteczko

Jedno z miejsc we Lwowie gdzie stołują się głównie miejscowi. Podobnie jak w Puzatej Chacie mamy sporo rzeczy na podgrzewaczach. Wiele stolików i obsługa która bardzo sprawnie zbiera puste zastawy wraz z tacami oraz zmywa stoliki. Jest dzięki temu bardzo czysto i schludnie jak na zwykłą jadłodajnię. Mięsa, pierogi, naleśniki, napoje, galaretki, puddingi, surówki, sałatki, ziemniaki na kilka sposobów, ciasta, torty i oczywiście alkohole. Za to co widać na tacy poniżej zapłaciłem 11 PLN, wszystko było smakowite i świeże.

IMG_5791


Dom Legend

img_6163

Tego miejsca nie możecie przegapić. Fantastyczny wystrój każdego jednego pomieszczenia, a trochę ich jest na 5 piętrach.

Z samej góry roztacza się niezły widok na Lwów.

O jedzeniu za wiele nie mogę napisać, bo zamówiliśmy tam raptem na próbę jeden talerz wędzonych mięs – był bardzo słaby. Twarde kiełbasy, mega tłuste żebra, lipne kurze udka. Dodatkowo nie podano nam ani talerzy, ani sztućców… i to nie tylko nam sądząc po tym jak bardzo kleiły się stoły.

Polecam na szybkie piwo czy kawę, na ząb poszukajcie czegoś innego.


 

Jeśli dotrwaliście do końca postu to gratuluję wytrwałości 🙂 Dajcie znać, gdzie indziej można jeszcze zajrzeć będąc we Lwowie. Nam bardzo się tam spodobało i planujemy  jeszcze wrócić.

P.S Sporo osób odwiedza lokal o nazwie Kryjówka mieszczący się w tej samej kamienicy co Loża Masońska. My jednak celowo tam nie weszliśmy. Nie zgadzamy się z ideą tego miejsca i nie widziało się nam spędzanie czasu w miejscu zrobionym ku chwale ukraińskich jednostek partyzanckich UPA.

 

7 myśli w temacie “Kilka dni we Lwowie – waluta, transport, noclegi i jedzenie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s