Smaki Kaukazu – Tbilisuri – KRAKÓW, ul. Beera Meiselsa

Właściciele foodtrucka Gruzja na kółkach postanowili wypłynąć na szersze wody i początkiem marca 2017 otworzyli lokal na Kaziku. My przetestowaliśmy go w kwietniu 2017 (na dole postu jest dopiska z listopada 2017).

W dwóch niewielkich salach, resto pomieści około 30 osób. Odrobinę cierpi na tym poczucie komfortu i swobody gdy zasiądziemy przy dwuosobowych stolikach, gdyż odległość pomiędzy nimi wynosi około metra.

Postanowiliśmy spróbować dwóch przystawek i dwóch dań głównych. Te pierwsze pojawiły się na stole pięć minut po złożeniu zamówienia:

  • blinciki tbilisuri (9 PLN) – dwa chrupiące na zewnątrz i miękkie w środku naleśniki wypełnione aromatycznym wieprzowo – wołowym mięsem podane ze śmietanowo – koperkowym sosem. Smaczna przekąska w dobrej cenie.

img_3539img_3542

  • kuczmaczi (11 PLN) – ciekawie przyrządzone podroby zostały wymieszane z orzechową pastą, kolendrą oraz granatem. Porcja była godnych rozmiarów i przypomniała, że daleko mi do smakosza piątej ćwiartki. Całe szczęście K. jest ich fanką i poradziła sobie niemalże z całą porcją. W zestawie podano dwa, podłużne kawałki ciepłego i bardzo chrupiącego pszennego chlebka.

img_3540img_3541

15 minut później, kelner przyniósł dania główne:

  • Lula Kababi (19 PLN) – grillowane wieprzowo – wołowe mięso uformowane w postaci kiełbaski, zawinięte wraz z surową, czerwoną cebulą w gruziński chlebek (lawasz). Super pachniało, a doznania intensyfikowane były przez mocne przyprawy. Gruziński, pomidorowo – kolendrowy sos Sacebeli rozmiękczał suchego kebaba i nadawał mu delikatnie pikantnego posmaku. Jestem przeciwnikiem kolendry, więc to co stawiałem in minus K. jednak traktowała in plus.

img_3543img_3544

  • Mcvadi (25 PLN) – cztery kawałki smażonego schabu o typowej dla tego rodzaju mięsa twardości – kroiły się bez problemu, ale trochę też należało nad nimi popracować żuchwą. Mimo braku panierki były dość soczyste. Podano je w towarzystwie sałatki z pomidorów i zielonych ogórków oraz wcześniej wspomnianego sosu. Zestaw zamykały super miękkie, smażone ziemniaczki. Dla mnie to danie było numerem jeden. Proste, bez udziwnień, kolendra nie grała w nim pierwszych skrzypiec (jeśli nie maczało się mięsa w sosie)

img_3546

Bardzo pozytywnie zaprezentował się kelner. Przy każdej okazji dopytywał czy wszystko jest w porządku. Sztućce rozkładał przy każdej osobie oddzielnie po każdym daniu, a moją wodę przelał z butelki do szklanki.  Mimo zajętych wielu stolików sprytnie ogarniał kolejność przyjmowania zamówień, zbierania brudnej zastawy czy wydawania rachunków. Priorytetyzacja jest umiejętnością niezwykle cenną – młody chłopak robił to celująco. Wszystko to niby powinno być normą, jednak w wielu miejscach się o tym zapomina.

Kolendra jest moim wrogiem, a w Tbilisuri jak przystało na gruzińską restaurację jest rośliną występującą w większości potraw. Co mnie więc tam pociągnęło? Niewątpliwie szybka sława nowego lokalu i dawnej jego foodtruckowej wersji. Dania są relatywnie tanie i sycące, czuć serce włożone w potrawy. Tbilisuri jest dobrym przykładem jak aromatycznym, ale w sumie prostym jedzeniem rozkręcić restaurację. Wielbiciele tego typu kuchni będą zachwyceni (chyba tacy zresztą już są, czytając spływające zewsząd pozytywne oceny). Kiedyś jeszcze wrócę spróbować chinkali, chaczapuri i roladek z bakłażana.

Aha my mieliśmy farta z wolnym stolikiem w niedzielę o godzinie 20:00, wy możecie go nie mieć, radzę więc zadbać o wcześniejszą rezerwację.


Wraz z ekipą z pracy w listopadzie 2017 po udanej ucieczce z Lost Roomu wpadliśmy do Tbilisuri na kolację.

Ucztowanie zaczeliśmy od przystawek na które składały się:

  • roladki z pieczonego bakłażana z pastą orzechową (11 PLN) – intensywna pasta doskonale pasowała do psianki podłużnej i dobrze współgrała z owocami granatu.
  • kuleczki szpinaku i pora z orzechami włoskimi (11 PLN) – szpinak ok, ale por mi nie podszedł (pewnie dlatego, że to warzywo toleruję tylko w sałatkach)
  • pieczarki zapiekane z serem typu imertyńskiego (12 PLN) – podpuszczkowy ser bardzo się ciągnął i z pieczarkami smakował w porządku, jednak dla mnie, niczym specjalnym to danie się nie wyróżniło.

img_8528

Kelner przy zbieraniu talerzy, sprawdził poziom naszego zadowolenia i kilka minut później podał dania główne.

R. zamówił opisany już wcześniej Lula Kababi (20 PLN).

M. poleciała wegetariańsko i postawiła na warzywny gulasz z papryki, pomidorów, bakłażanów, ziemniaków i cebuli (14 PLN).

Ja tym razem postanowiłem spróbować gruzińskich pierogów – chinkali z baranim farszem (19 PLN). Kelner przedstawił sposób ich jedzenia: trzymamy za górną twardą część, pieroga unosimy do góry, gryziemy,  wypijamy bulion ze środka, a później dobieramy się do mięska. Tej końcówki za którą złapaliśmy nie zjadamy gdyż może być niedogotowana.

Postąpiłem wg procedury i bardzo mi owe mączne specyfiki zasmakowały. Ciasto było idealnej grubości  i sprężystości, bulion bardzo wyrazisty, a zbite w kulkę mięso intensywne i nieźle przyprawione. Jako, że jeden pieróg na moje oko waży około 70g, taką porcją po przystawce da radę dobrze pojeść.

Zgodnie całą trójką wizytę zaliczyliśmy to udanych. Nie tylko dzięki smakom, ale również młodemu kelnerowi, który tak jak pół roku temu był profesjonalny, czujny, nienachalny, uprzejmy i rzeczowy. Obsługa w tym lokalu jest klasą samą w sobie – szacunek za to!

OCENY (1MIN – 5MAX):

lokal / wystrój 3,5
wielkość porcji 4
smak 4
obsługa 5
cena / jakość 4

SUMA 20,5 (tutaj sprawdzisz co się składa na oceny)

Polub bezfarmazonu na facebooku aby być na bieżąco z nowymi postami.

2 thoughts on “Smaki Kaukazu – Tbilisuri – KRAKÓW, ul. Beera Meiselsa

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s