Europa Jedzenie Podróże Przewodniki

11 dni w jedzeniowym raju – Kulinarna Sycylia 2021

Sycylia to fantastyczny kierunek dla kulinarnych wariatów. To, ile tu jest jedzeniowcyh opcji, w głowie się nie mieści! Spędzając w tym kulinarnym raju 11 pełnych dni, ledwo dotknęliśmy czubka góry lodowej. Nie dziwcie się więc, że być może nie będzie tu konkretnego typu jedzenia z którym akurat Wy mieliście okazję się zetknąć albo pokazuję coś o czym wcześniej nie słyszeliście. Sycylijska strawa to jest temat rzeka!


TRANSPORT


Zanim przejdę do jedzenia wtrącę kilka słów o transporcie. Z Polski, najszybszą opcją aby dostać się do Sycylii będzie oczywiście samolot. My lecieliśmy z Krakowa do Palermo, a do grodu Kraka wróciliśmy z Katanii.

Po wyspie i wszystkich odwiedzonych miasteczkach bardzo wygodnie podróżuje się pociągami Trenitalia. Ceny zależą od czasu rezerwacji, bilety kupicie online, w samoobsługowych automatach lub kasach obsługi na dworcach.

Dostępne są również autokary firmy Interbus (bilety do kupienia tutaj)

Jeśli ktoś wybierałby się z Katanii na Etnę, z miasta kursuje jedyny autobus AST. Startuje z Piazza Giovanni XXIII o 8:15, o 10-tej zajeżdża na parking Rifugio Sapienza. Wraca o16:30. Radzę się nie spóźnić, gdyż po tej godzinie nic z powrotem oprócz stopa już nie złapiecie.

W trakcie podróży jadący w autobusie sprzedawca będzie Wam wciskał kit, że na Etnę nie da się wejść samemu, że trzeba wykupić wycieczki itp. To bullshit. Jeśli chcecie zdobyć Etnę na piechotę to jest to jak najbardziej jest to do pewnej wysokości wykonalne i za darmochę. Nie musicie kupować okrutnie drogich wycieczek (jeśli ktoś potrzebuje więcej szczegółów, niech pisze w sekcji komentarzy na samym dole), ani wjeżdżać na górę kolejką, a później terenowymi autobusami. Musicie natomiast mieć jako taką kondycję, bo w zależności od Waszej sprawności, wspinaczka trwa około trzy – cztery godziny.

Polecam zabrać własny prowiant – jedzenie w jadłodajniach przy parkingu, nie dość że drogie to niezbyt apetycznie wyglądające. No i nic nie smakuje tak wybornie jak bułka z lokalnej piekarni z szynką, serem i warzywami z miejscowego bazaru 🙂

No dobrze czas przejść do meritum. Zapraszam na podzieloną według kategorii wycieczkę po tej cudownej, włoskiej krainie.

P.S. Na samym dole postu znajdziecie mapkę ze wszystkimi opisanymi w tym przewodniku punktami.


STREET FOOD


Jest taka kanapka w PalermoPanino con la milzaduszona, pokrojona na małe kawałki cielęca śledziona oraz płuca. Owe podroby zamknięte są w miękkiej, pszennej, sezamowej bułce. Wnętrzności na życzenie klienta mogą być posypane serem.

Podobno najlepsze znajdziecie w okienku Nni Franko U’Vastiddaru. Piszę podobno, bo konsumowałem tylko i wyłącznie z tego miejsca. Jeśli wybierzecie się tam w sezonie turystycznym, uprzejmie ostrzegam liczcie iż musicie się liczyć z kilkudziesięciominutową kolejką. Oprócz Milzy, kucharze serwują również kilkanaście innych, wycenionych w rejonach 2,5 – 5 euro kanapek.

Za trzy (con la milza, z salsiccą oraz pulpecikami wołowymi) zapłaciłem 9 Euro. Odstałem po nie szmat czasu i muszę stwierdzić, że nie do końca rozumiem zachwyty – to po prostu świeże pieczywo i mięsa. Wszystkie sendłicze są jak dla mnie za suche, sosów w nich nie uświadczycie. Spróbujcie tej pierwszej – bo to klasyk. Inne możecie odpuścić.

Istotnym smakołykiem konsumowanym w każdej części wyspy jest Arancina (lub Arancino). Pierwszą nazwę spotkacie w Palermo, a drugą w Katani. W poszczególnych rejonach różnią się one od siebie również kształtem. Na zachodzie widywałem głównie walcowate, na wschodzie zwężające się u góry. Tak czy siak jest to smażona na głębokim oleju ryżowa kulka z chrupiącą „skórką” oraz przeróżnymi vege i mięsnymi wypełnieniami. Próbowałem kilku wersji: między innymi ze szpinakiem i serem, serem i gotowaną szynką jak i al ragu z mięsnym sosem.

Zdecydowanie największą dostałem w Cefalu w kawiarni na placu przed katedrą. Pani szczerze przyznała iż kulki robione były na lunch i te kilka godzin później zostały dla mnie podgrzane, a nie usmażone na świeżo (to akurat częsta praktyka). Przez to że została zbyt krótko podgrzana, ser nie zdążył się roztopić.

Palermiańska kulka z Ke Palle nie załapała się na zdjęcie, ale trzeba przyznać iż tutaj ser ciągnął się jak szalony.

W Taorminie w punkcie Da Cristina testowałem bardzo w porządku arancinę z mięsnym sosem (2,5 Euro).

W tym samym punkcie dostaniecie kolejną sycylijską specjalność – involtine pesce spada. Kotleciki z mielonego miecznika z dodatkiem bułki w tym miejscu są akurat drogie (10,50 Euro wraz z caponatą), ale w wielu restauracjach spokojnie da się je znaleźć nawet za połowę tej ceny. Dobrze przygotowane są warte grzechu.

Sycylijczycy jedzą również na potęgę wytrawne wypieki. Piekarniane półki uginają się od pizz z frytkami i parówkami (serio!), różnorakich drożdżówek z pojedynczymi lub podwójnymi kiełbaskami z majonezem czy też foccacci z serami, warzywami lub mięsami. Ta na zdjęciu niżej obok migdałowej granity (o której napiszę więcej niebawem) to wydatek dwóch euro. Smak obłęd!

W Palermo widziałem również kilka miejsc gdzie lokalna strawa serwowana jest wprost z podgrzewaczy. Znajdziecie tam typowo sycylijskie smaczki jak panierowane / grillowane owoce morza, caponata, faszerowane / zapiekane bakłażany, ziemniaczki pod różnymi postaciami i wiele, wiele innych.

Taki zestaw jak poniżej wraz z dwoma lampkami wina i pieczywem to wydatek około 20 Euro (Mina Gastronomy). Nie jest to nic specjalnego, ale w biegu sprawdza się idealnie.

Ah i te sklepowe tramezzini z krewetkami, albo szynką cotto lub łososiem. One są wyborne! Jeśli dobrze poszukacie, to znajdziecie takie które mają o niebo lepszy skład niż kanapki z polskich stacji benzynowych . No i są oczywiście bez „skórki” – całe takie miękkie. Dobierzcie do nich pudełko marynowanych grzybków i macie idealny zestaw plażowy (tylko nie zapomnijcie o widelcu)


PIZZA


Chyba nie muszę nikomu mówić, że pizza to włoskie dobro narodowe. Ma ona również ciekawą historię. Mówi się, że pod koniec XIX wieku do Neapolu zawitała Królowa Małgorzata Sabaudzka i to właśnie na jej cześć pewien piekarz przyrządził płaski drożdżowy placek z pomidorami, serem mozzarellą i listkami bazylii. Kolory: czerwony, biały i zielony miały oczywiście symbolizować włoskie barwy.

Gatunków pizzy jest oczywiście multum, a skład ogranicza jedynie wyobraźnia pizzaiolo. My dwukrotnie trafiliśmy na hybrydy pomiędzy pizzą rzymską, a napoletaną.

W Palermo zawędrowaliśmy do obleganej i szeroko w gronie foodies polecanej (bez rezerwacji nawet się tam nie wybierajcie) Pizzerii Frida gdzie spróbowaliśmy bezglutenowej Fridy (15,5 Euro) oraz Capriociosy (9 Euro).

Ta pierwsza oprócz pistacjowej posypki z bazyliowym pesto i wiśniowych pomidorków miała ukrytą w rantach ricottę – ciasto bezglutenowe było okey, ale bez problemu dało się je odróżnić od normalnego. No i ta bezglutenowość nie jest taka pełna, gdyż pizze wypiekane są w tym samym piecu, w którym pieką się placki na standardowej mące.

Druga dzierżyła na sobie tonę składników. Spójrzcie na zdjęcie – widzieliście kiedykolwiek na placku tyle gotowanej szynki cotto? A pod nią oczywiście karczochy i drobno krojone pieczarki wraz z doskonałą mozzarellą oraz pomidorowym sosem – chociaż mogło być go więcej, albowiem pizza była najzupełniej w świecie sucha! Całe szczęście do dyspozycji gości jest doskonałej jakości oliwa.

Kolejne pizze zjedliśmy po przeciwnej stronie wyspy – w Katanii. Restauracja Al Vicolo Pizza & Vino jest szalenie popularnym miejscem. Aby usiąść przy stoliku, bez kilkudziesięciominutowego oczekiwania w dużej kolejce, należy mieć rezerwację. Tym razem skorzystaliśmy więc z okienek „take away” i poprosiliśmy o dwie sztuki na wynos. Czemu z okienek? Gdyż w tym miejscu pizza bezglutenowa jest nie od parady – wypieka się ją w innym piecu i robi to inna ekipa piekarzy.

W karcie znajduje się ponad 70 kombinacji! Tak dobrze czytacie – siedemdziesiąt: klasyczne, calzone, baguette oraz smażone fritta! Każdą z nich po dopłacie 2,5 Euro można mieć w wersji non-gluten.

Do domu donieśliśmy serową z mozzarellą, gorgonzolą, emmentalem i scaglie di grana z okrutną ilością oliwy (10,50 Euro). Ta ciężka i wielka (około 45-50 cm obwodu) pizza spokojnie wystarczy dla dwóch osób. Jest niezła, ale przez super mocną ilość sera bardzo ciężkostrawna.

Placek bezglutenowy, wielkością przypomina krakowskie napoletany. Mierzy około 32 centów, a ciasto smakuje niemalże identycznie jak w wersji glutenowej. Serio, bardzo ciężko jest wyczuć różnicę – po testach zrozumiałem skąd w tym miejscu jest takie owymi pizzami zainteresowanie – one po prostu niczym się od „zwykłych” nie różnią.

Konsumowaliśmy kompozycję ze szpinakiem, mozzarellą, gotowaną prosciutto oraz super kremową ricottą fresca (13,50 Euro). Również i w tutaj nie pożałowano oliwy. Obydwa placki bardzo dobre, ale według mnie ciągle nie jest to top krakowska liga.

Oczywiście na każdym kroku dostaniecie również pizze na kawałki. Raz, z punktu z wiecznie sporą kolejką (BIGA Genio e Farina) się na takowy skusiłem, lecz wersja vege z parmezanem i koktajlowymi pomidorkami za 3 Euro wcale mnie nie zachwyciła.

Tym razem nie było mi dane spróbować pizz w stylu typowo neapolitańskim, ale co się odwlecze to nie uciecze 🙂 W sumie to jakoś bardzo przez ten fakt nie cierpię, gdyż w Krakowie jest przecież kilka miejsc z perfekcyjnymi plackami.


RESTAURACJE, BISTRA I TRATTORIE


Będąc we Włoszech nie można żywić się tylko i wyłącznie w biegu. Aby poczuć prawdziwy klimat, bezsprzecznie należy usiąść w popularnym wśród miejscowych lokalu. Tylko w takim miejscu da się wczuć w ten rytm, gwarę i hałas.

Nierzadko chwilę będziecie musieli odstać w kolejce, ale miejsca które Wam pokażę sto procent Wam to wynagrodzą.

W restauracjach, trattoriach i pizzeriach musicie się również liczyć z dodatkowym obowiązkowo płatnym tzw. coperto. Jest to opłata za przygotowanie stolika, podanie chleba i za to że możecie dosiąść zaszczytu zjedzenia przy stoliku. W standardowych lokalach wynosi zazwyczaj pomiędzy półtora, a trzy euro (chociaż słyszałem legendy o nawet pięciu za osobę w turisttrapach). Nie jest to napiwek dla kelnera, ale w tym regionie kelnerzy również specjalnie na takowe nie liczą (z tego co mi wiadomo są po prostu dobrze wynagradzani przez pracowadców).

Zacznę od Palermo i perfekcyjnego miejsca – wydawałoby się takiego do którego nie powinno się wejść, gdyż znajduje się przy najgłówniejszym turystycznym dukcie – placu Czterech Kątów. Mowa o bardzo obleganym Bisso Bistrot.

W karcie znajdziecie raptem po kilka pozycji w każdej z sekcji. My na przystawkę poprosiliśmy o tuńczyka macerowanego w marsali z minimalistycznymi kropkami sosu pomarańczowego (7 Euro) oraz najbardziej rozpoznawalne danie tej części Sycyli – pasta norma (5 Euro) – makaron z doskonałym pomidorowym sosem, bakłażanem, czosnkiem oraz pieprzem i solą. Proste i doskonałe.

Mimo późnej godziny (około 9:30 PM) na tych dwóch talerzach nie poprzestaliśmy. Po odwaleniu ponad 25 tys kroków należało się nam coś jeszcze. W ramach dań głównych wzięliśmy frittura pesce (8 Euro) oraz ośmiornicę z fasolką szparagową (9 Euro). Obydwa komfortowe, perfekcyjnie przygotowane, po prostu świetne.

To co jeszcze zasługuje na wspomnienie, a co we Włoszech jest niemalże niespotykane to brak obowiązkowego coperto. No i darmowa woda w karafce oraz ceny kieliszków win startujące już od 2 Euro! BB polecam bardzo, bardzo mocno.

W Katanii odwiedziliśmy takich miejscówek kilka. Pierwszą wartą wspomnienia jest pełna lokalsów Trattoria del Cavaliere. Z wypełnionej po brzegi lodówki poprosiliśmy o grillowane krewetki (1kg – 30 Euro) oraz mątwę (1kg – 40 Euro) również z ognia. Za pierwsze wyszło 10 Euro, za głowonoga 12 Euro.

Do powyższych dobraliśmy niezłą caponatę (3 Euro) oraz frytki (2 Euro).

Jedzenie było świeże i szybko pojawiło się na stole. Jeśli nie boicie się trochę niechlujnego, takiego bardziej rodzinnego aniżeli eleganckiego wystroju to restauracja jest godna polecenia.

Innym szalenie obleganym miejscem jest Il Borgio di Federico w którym doświadczycie prawdziwie włoskiego klimatu. Karta dań zdaje się nie kończyć. Znajdziecie w niej wszystko: przystawki, makarony, pizze, burgery, talerze mięs i ryb. Litr domowego wina kosztuje 5 Euro, a woda raptem jedno. Do dyspozycji gości jest również bufet antipasto w którym nakładacie co i ile chcecie raptem za piątaka.

Testowaliśmy farfalle z krewetkami z cukinią (6,50 Euro) oraz farfalle pistacjowe (6 Euro)…

instalatę którą składa się z wybranych przez Was warzyw i sałat (2 Euro), cipollatę (1 Euro) oraz involtino z miecznika (4 Euro).

Nie mogłem odpuścić bardzo taniej i wybitnie popularnej koninie. Talerz poniżej to wydatek 7 Euro, mięso przypomina smakiem wołowinę, lecz wydaje mi się iż jest odrobinę słodsze.

Kolejną odwiedzoną przez nas restauracją była Trattoria u Fucularu do której trafiliśmy późną nocą. Dostaliśmy stolik na ulicy, więc od czasu do czasu kolację umilały nam przejeżdżające tuż obok skutery 😉

Tutaj postawiliśmy na stek z cielęciny (7 Euro) oraz z miecznika (14 Euro) w towarzystwie sałat (każda w rejonach 3 Euro).

Smakowo perfekcyjnie, lecz trzeba przyznać iż sporo drożej niż we wcześniej przytoczonych restauracjach.

P.S. Nie zdziwcie się jeśli dostaniecie taki rachunek – one są nielegalne, ale turyści wciąż je otrzymują. Zanim zapłacicie, sprawdźcie dwa razy czy wszystko się zgadza.

Ostatnim z jedzeniowych miejsc w Katanii o którym warto wspomnieć jest Vermut. To bardzo komfortowa i świetna miejscówka na aperitivo z obłędnymi włoskimi przekąskami: szynkami, serami, oliwkami i innymi specjałami. Wiedzcie jednak iż również i tutaj jest bardzo ciężko z miejscem, więc warto zawczasu dokonać rezerwacji.

W trakcie tak długiej wycieczki nie mogło się obyć bez gastronomicznego fuckupu. W sumie jedna wpadka na ponad tydzień to i tak dobry wynik. Poniższe talerze prezentują makaron a’la carbonara oraz sałatkę z owocami morza. Owa tragedia miała miejsce w Palermo w restauracji ocenionej według Google na 4,5. Płacz i zgrzytanie zębów jak strasznie to było słabe: niskiej jakości, na najtańszych składnikach, kompletnie bez smaku. Fuj! Zaryzykowaliśmy i dostaliśmy za swoje. Lekcja zapamiętana.


SŁODKOŚCI


Sycylia to kraina cukrem i glutenem płynąca. Mieszkańcy tego regionu kochają słodkie wypieki, lody, rogaliki, pączki i ciasteczka.

Croissanty na cieście lekkim jak chmurka, wypełnione są gęstymi, płynnymi kremami: pistacjowym, migdałowym, waniliowym, lub czekoladowym. Znajdziecie je w każdej kawiarni, piekarni oraz hotelu. Włosi jadają je na śniadanie, ale również jako szybką przekąskę przed i po obiedzie. Wchodzą jak złoto do kawki, na plaży oraz w trakcie podróży. To glutenowe złoto w czystej postaci.

Najlepsze w Katanii jadłem z Pastry Chef z wypełnieniami pistacjowym oraz migdałowym (niecałe jedno Euro).

Tuż po nich plasowały się z Panifica La Farona Antony w której to cukierni dostaniecie również najwspanialsze pod słońcem ciastka z kremem pistacjowym (2 Euro).

Warta rozważenia jest również kawiarnia przy głównej turystycznej ulicy: Insignia Cafe.

Rogaliki (1,5 Euro) średnie, bo z małą ilością nadzienia. ale wypiek Grande con ricotta (1,7 Euro) ze zdjęcia poniżej, zbliżony do croissanta, jednak nim nie będący, w środku skrywał ricottę. Smakował jak niebo. Jeśli go traficie bierzcie w ciemno!

Lody, lody mówi się że we Włoszech są najlepsze! Szczerze to dużo ich nie jadałem, a jeśli już się zdarzyło to w kompletnie przypadkowych miejscach. Jednym z nich jest Esedra dal 1984 via Ruggero w Palermo gdzie gałka kosztowała 2 Euro, a specjalnie nie skradła mojego serca.

A powodem niejedzenia przeze mnie lodów są produkty ze zdjęcia niżej. Zdecydowanie bardziej wolałem cukrową energię wolałem uzupełniać lodowymi granitami albo Canolli. Te drugie znajdziecie w sumie wszędzie i ciężko mi napisać gdzie są najlepsze. Na zdjęciu poniżej okaz z przypadkowego lokalu w Palermo.

Zakochałem się w granitach. Do tego stopnia, że potrafiłem zjeść trzy dziennie. Tylko nie mylcie tych granit z „naszymi” sztucznymi i pełnymi kolorowej chemii specyfikami przelewającymi się w nadmorskich i jeziorowych kurortach. Włoskie granity to zupełnie inna liga. Smakują wybitnie solo, ale włosi wpierniczają je również ze słodkimi brioszkami. Ba, widziałem gagatków co w brioszkach mieli pistacjowe lody, a dodatkowo popijali to migdałowymi granitami 😀

Najmilej wspominam dwa miejsca. Przytoczoną wcześniej, przy okazji wytrawnych wypieków, kawiarnię w NotoPanificio Moderno gdzie jedna duża granita migdałowa (2,5 Euro) była tak pyszna, że musiałem wziąć dokładkę małej (1,5 Euro) …

… oraz gwarną lokalną kawiarnię w miejscowości AcirealeCondorelli Orazio. Nie dogadałem się z Panią i z jakiegoś powodu dano mi dwie bułki. Właściciel widząc, że zjadłem tylko jedną, sam i bez proszenia przyniósł mi opakowanie na wynos – sycylijczycy są cudowni!

P.S. Do miejscowości Acireale wybraliśmy się, aby docelowo dostać się stamtąd na plażę Santa Maria La Scala (z centrum Acireale kursuje autobus). W miejscu docelowym zbudowano punkt gastronomiczny na balach. Można na nim za darmo rozłożyć ręcznik, a do krystalicznie czystej wody zejść schodkami z pomostu. Na miejscu dostaniecie podstawowe żarełko (nic specjalnego) oraz kubeczek Procecco za dwa eurasy 🙂


Do słodyczy jak ulał pasuje kawa. Tej we Włoszech Wam nie zabraknie. Świetną Caffe Freddo (3 Euro) wypiłem na placu przed katedrą w miejscowości Cefalu (tam gdzie wcześniej opisane Arancini). Niedość, że podano ją z przepyszną granitą, to dodatkowo z dzbanuszkiem mleka (o które poprosiłem oddzielnie).

Najlepszą z najlepszych cappuccino piłem w Syrakuzach w Caffe D’Ortigia.

W tym samym ogródku, po długiej wycieczce wjechał rownież Aperol. Turyści chłoną je na potęgę, a te w zależności od lokalizacji i dodatków do nich serwowanych kosztują od 3 do nawet 8 Euro. W tej kawiarni kasują 7 Euro od sztuki, ale zestaw z którym się je podaje również nie należy do małych (plus nie jest pobierane coperto).

Wracając do tematów kawowych, jeśli nie chcecie przesiadywać w kawiarniach, a tylko „sieknąć” małą czarną w biegu, polecam małe kioski – Chiosco.

Oprócz espresso i innych popularnych kaw, serwują tam piwa, lody oraz mleczne desery – frappe.

W kiosku na zdjęciu wyżej zjadłem (a może wypiłem?) jeden z najsłodszych w życiu deserów. Pistacjowe Frappe (3 Euro) smakowało jak mieszanka doskonałej jakości zielonych orzechów z mlekiem i co najmniej 5 łyżkami cukru. Do tej pory dziękuję Bogu, że wziąłem małą wersję (piccolo). Mój organizm po takiej dawce węgli niemalże oszalał – nie mam pojęcia jak ktoś mógłby wypić tego więcej niż 200 ml.

Twór jest jak najbardziej warty spróbowania (ja specjalnie po niego lazłem ze trzydzieści minut w jedną stronę), ale polecam zamówić jeden na kilka osób. A później obowiązkowo Caffe freddo (1 Euro) na trawienie.

Ciastkiem wartym uwagi w Katanii jest również cycek św. Agaty. Wiąże się z nim pewna legenda, ale zostawię ją Wam do zgoogle’owania. Zdradzę w sekrecie, że owo leciutkie ciacho wraz z browcem wjeżdża na plaży tak dobrze, jak dzik w jeżyny.


TARGI I BAZARY


Gro Sycylijczyków zaopatruje się w produkty spożywcze na miejskich targach i bazarach. Jak się postaracie to w każdym większym włoskim mieście takowe wyguglujecie. Jest ich co najmniej kilka w Palermo, a i w Katanii spokojnie je wychwycicie. U garłatych sprzedawców proponuję zaopatrywać się w szynki, sery, warzywa, owoce, orzechy, mięsa i to co pływa w pobliskich wodach. Śniadanie na tarasie wynajętego apartamentu, złożone z takich produktów to mistrzostwo świata.

To będzie na tyle. Mam nadzieję, że coś z tego przewodnika znajdziecie dla siebie. Udanych wojaży!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: