Kilka kroków od centrum – Novum Bistro – KRAKÓW, ul. Lubicz

Trzecim i ostatnim odwiedzonym przez nas w ramach jesiennej edycji Restaurant Week 2018 miejscem było Novum Bistro. Zasady tego festiwalu już pewnie znacie, więc nie będę się powtarzał.

Wybór padł na Novum, gdyż około miesiąca temu zajadałem się tam lunchem za dwie dyszki i bardzo mi tamtejsze podejście do kuchni spasowało.

* Więcej o wspomnianym obiedzie oraz innych lunchowych miejscówkach w rejonach ronda Mogilskiego tutaj.

Restauracja mieści się w kamienicy na ulicy Lubicz i dysponuje sporym parkingiem – w tej lokalizacji to duże udogodnienie. W ciepłe dni lub wieczory do dyspozycji gości są również zewnętrzne stoliki. Wnętrze jest kameralne, wygodne i świeże.

img_7501img_7491

Kelnerka od razu do nas podeszła i wskazała stolik przy którym czekali już J. z K. Oprócz nas i jeszcze jednej parki w środku hulał wiatr.  Ledwie zdążyliśmy wymienić kilka zdań i przesiąść się do stolika z lepszym oświetleniem, kiedy przed nami pojawiły się przystawki.

  • czarny hummus, kompresowane warzywa, jogurt ze słonecznika, gryczana pita. Pasta kremowa, aczkolwiek nie wiem czemu hummus nazwany został czarnym (?). Warzywa prawdopodobnie poprzez umieszczenie ich w próżniowej torebce (albo pojemniku) miały lekko twardszą teksturę. Jogurt ze słonecznika – hmm jadłem coś takiego pierwszy raz – całkiem ciekawy. Całościowo oryginalne połączenie smaków, dołożyłbym jednak kilka dodatkowych pasków pieczywa skoro ktoś zaplanował je podać w formie takich podłużnych „ścinek”.

img_7488img_7489

  • krem ze skorzonery, kindziuk, grzanka z czarnuszką, olej lniany. Korzeń wężymorda, bo tak inaczej nazywana jest skorzonera, przypominał mi trochę ziemniaka w połączeniu ze szparagiem. Grzanka wraz z wędliną dobitnie pięczętowała świetną zupę.

img_7490

Pierwszy głód zaspokoiliśmy, wymieniliśmy się spostrzeżeniami, pogaworzyliśmy chwilę o życiu i nie wiem czy minęło dziesięć minut, kiedy to kelnerka zaprezentowała nam dania główne.

  • roladka z bakłażana, migdały, sos kurkowy, tempeh, purée z pieczonych warzyw. Reprezentacja wegańskiego menu rozwaliła mnie na łopatki – serio. Bakłażan super miękki, bez twardej skóry ze świetnym migdałowym finiszem i pastą z soi (to własne ów tempeh). Kurki przypominały o jesiennym sezonie grzybowym, a pieczony jarmuż chrupał jak najulubieńszy chips.

To danie przypomniało mi jak smaczne mogą być niemięsne potrawy i  między innymi dzięki niemu pod koniec listopada rozpoczynamy nasz #PescowegetariańskiChallenge – ale o tym wkrótce 🙂

img_7495

  • żeberko z dzika, jałowiec, gołąbek z kaszą gryczaną i bryndzą, purée z selera, pomidor. W mięsnym menu szef kuchni postawił na dziczyznę z lekko piekącym i bardzo charakterystycznym sosem z owocem jałowca. Dzik raczej twardy, ale wg mnie dokładnie taki właśnie powinien być i z wyśrodkowaną ilością tłuszczu (dla mnie w sam raz, ale od innej osoby usłyszałem opinię, iż dostała porcję ze zdecydowanie zbyt dużą jego ilością). Selera nie lubię więc nie skomentuję, ale ten gołąbek z kaszy gryczanej! O ja Cię! Prosta się wydaje sprawa, tylko mały dodatek, a mega mi posmakował – kasza i bryndza okazała się świetną parą.

img_7496img_7497

Zjedliśmy szybko, porcje nie należały do wielkich, ale w tamtej ówczesnej porze to dobrze bo godzina 21 w środku tygodnia to raczej nie czas na konkretne zapchanie żołądka – w końcu to nie Włochy 🙂

Po kolejnych dziesięciu minutach dorwaliśmy się do deserów.

  • pana cotta dyniowa, marakuja, kokos, mak. Zacznę może od finezyjnego kawałka kokosu potraktowanego jak domniemam ciekłym azotem. Fajna sprawa tylko ktoś powinien pomyśleć o podaniu gorącego noża, bo nijak nie dało się tego kruszyć… Lepszym pomysłem byłoby serwowanie tego owocu w małych drobinkach, bo uwierzcie walka z tą grudą była sroga. Dyniowa, kwaskowata baza nie przypadła mi gustu. Najlepszym składnikiem był prasowany mak. Ja lubię w miarę słodkie desery – ten był całkiem z innej, nie mojej bajki.

img_7499

  • beza piernikowa, mascarpone, orzech. Tutaj prym wiódł doskonały orzechowy krem który w połączeniu z bezą oraz gruszką tworzył zgraną kompozycję. 

img_7500

Na słowa pochwały zasługuje obsługująca nas Pani, która przy każdym talerzu recytowała znajdujące się na nim składniki  i zainteresowana była opinią zwrotną. Swoją pracę wykonywała efektywnie i nienachalnie.

Novum owszem przekonało mnie do siebie – będę zaglądał na lunche i całkiem możliwe, że wpadnę również na śniadanie. W karcie przyuważyłem też sporo ciekawo brzmiących koktajli, tak że możliwe, że na szybkie alko po pracy też zajrzę.

Drodzy czytelnicy niech Was nie przestrasza lokalizacja – z Rynku to raptem jeden przystanek i może trzyminutowy spacer.  Dajcie szansę – jest spory potencjał. 

OCENY (1-TRAGEDIA 2-SŁABO 3-OK 4-BARDZO DOBRZE 5-REWELACJA):

lokal / wystrój 4
wielkość porcji 3
smak 4
obsługa 4
cena / jakość 4

SUMA 19 (jak przyznajemy szczątkowe oceny?)

Polub bezfarmazonu na Facebooku i Instagramie aby być na bieżąco z nowymi postami.

 

Zobacz pełną listę odwiedzonych przez nas miejsc albo sprawdź je wszystkie na posegregowanej wg ocen mapie Krakowa i okolic.

2 myśli w temacie “Kilka kroków od centrum – Novum Bistro – KRAKÓW, ul. Lubicz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s