Smaki Galicji w nieszablonowych aranżacjach – Kogel Mogel – KRAKÓW, ul. Sienna

Przyszedł czas na testy kolejnego lokalu sieci MSHG – tym razem „na tapetę” trafił popularyzujący polską sztukę kulinarną Kogel Mogel.

Mieszczący się na ulicy Siennej lokal składa się z czterech zamkniętych sal oraz letniego ogrodu w którym w ciepłe weekendowe dni możecie posłuchać koncertu na żywo.

Kogla odwiedziliśmy w piątek wieczorem we wrześniu 2018. Lokal wypchany był po brzegi, rezerwacja zdecydowanie się przydała. Managerka zaprowadziła nas do stolika, a chwilę później kelner zaproponował napoje oraz podał karty.

Menu jest zwięzłe i bardzo polskie – do podglądnięcia tutaj – brakuje mi w nim jednak gramatury dań.

Ucztowanie rozpoczęłiśmy od przystawek, które pojawiły się po około piętnastu minutach.

W pierwszej pozycji bardzo mocny smak gęsiej wątróbki łagodziła figowo – porzeczkowa konfitura. To  sztywne wyglądające jak gruby bekon coś, było niczym innym jak tostem z chleba owocowego. Ot chciałoby się powiedzieć taki high class pasztet z dżemem za 28 PLN – ale chyba nie wypada 😉

img_6268img_6269

Na moim talerzu prezentowały się symetrycznie ułożone cztery kawałki śledzika w śmietanie. Podano je wraz z szalotką, jabłkiem, rzodkiewką oraz olejem lnianym. Idealnie słone i miękkie. Wraz z kompanami na talerzu tworzyły zgrabną kompozycję. Cena jak za taką porcyjkę na 4 kęsy też spora – 26 ziko.

img_6270img_6271

Przystawki wraz z podanymi w ramach czekadełka bułeczkami z masłem baaardzo podkręciły nasz apetyt, dobrze więc, że po kolejnych 15 minutach na stołach pojawiły się  pierwsze dania.

Pierogimiałem straszną ochotę spróbować zarówno ruskich (28 PLN) jak i wersji cielęciną (36 PLN) poprosiłem więc kelnera o możliwość przygotowania połówki z każdej porcji – nie było z tym żadnego problemu.

Jeśli chodzi o smak, to na ruskich się trochę zawiodłem. Dobrze przyprawiony farsz był okej, ciasto średnio grube, ale całościowo były za suche. Nie miały żadnej płynnej omasty tylko prażoną cebulkę i aż się prosiły o chociaż łyżeczkę palonego masła.

Cielęce natomiast mistrzowskie. Pełne w smaku, wypełnione po same brzegi świetnym mięsem, pływające w niesamowicie aromatycznym grzybowym sosie. Wyborne.

K skusiła się na barszcz z uszkami (22 PLN) który okazał się bardzo słodki, nie kwaśny i nie ostry. Cztery uszka sprężyste z bardzo dobrym i takim mocnym mięsnym wypełnieniem.

img_6274

Po pierwszych daniach, głód został zaspokojony, a my ze spokojnymi już żołądkami  doczekaliśmy do dań głównych:

  • smażona pierś z perliczki z zapiekanką selerową (46 PLN). Te widoczne na zdjęciu kropki to również selerowe, ale puree. W sosie dało się zauważyć maluteńkie kawałki trufli. Wybornie chrupiąca skórka, aksamitne (całkiem inne niż standardowa pierś kurczaka) mięso oraz truflowy, nienachalny sos tworzyły świetny talerz.

img_6279

  • sezonowana polędwica wołowa podana na puree z pasternaku oraz piklowanej szalotce (78 PLN). Mięso przyrządzone w punkt medium tak jak chciałem – to plus. Brakowało mu jednak tego ognia, tej mocy i koncentracji smaku który można wyłapać właśnie w sezonowanej wołowinie. Nie bardzo też załapałem czym było i czemu miało służyć to suche i twarde pomarańczowe zdobienie… Jak na mój gust przysmażono też za mocno wierzch i spód steka – był już tak na granicy przypalenia. W Krk znam miejsca w których polędwice smakują lepiej. Owszem może się czepiam, ale prawie 8 dych to nie mało i w takich przypadkach zawsze zwracam uwagę na szczegóły. Kapka sosu z czerwonego wina delikatnie podkręcała smak. Warzywny, nieskazitelnie aksamitny krem oraz szalotka – niebo w gębie! 

img_6277img_6278

Na zakończenie ucztowania skusiliśmy się jeszcze na kremowe cappucino (10 PLN) oraz świetny torcik czekoladowy (22 PLN). Jego górę wieńczyła gęsta czekolada, kolejną warstwą był super aksamitny orzechowy krem, a tuż przed chrupiącą podstawą prężyła muskuły czekoladowa struktura a’la brownie. Jakby komuś było za słodko to do stonowania zaleca się malinowy sos.

Na zakończenie tego miłego wieczoru zostaliśmy poczęstowani nalewką z tarniny oraz uraczeni ciekawą opowieścią o pochodzeniu tego trunku.

Kelner o nienagannych manierach, na bieżąco doglądał spraw oraz interesował się opinią zwrotną o daniach. Ale w sumie nie dziwi mnie to wcale. Póki co w żadnej restauracji sieci MSHG nigdy nie mogłem złego słowa powiedzieć o obsłudze.

Słowem zakończenia dodam iż był to bardzo udany wieczór. Owszem pierogi i steka bym dopieścił, ale cała reszta była wyborna.

Ta restauracja jest miejscem do którego zabrałbym każdego: od członka rodziny, przez znajomych, aż po biznespartnerów. Ceny są wyższe niż średnie, ale odpowiadają jakości składników na talerzu. 

* P.S. Do restauracji Kogel Mogel zostaliśmy zaproszeni. Voucher prezentowy okazaliśmy tak jak zwykle dopiero w momencie proszenia o rachunek, także nie ma technicznej możliwości abyśmy byli jakoś specjalnie traktowani przez obsługę czy kuchnię. Recenzja odzwierciedla nasze prawdziwe odczucia i fakt zaproszenia niczego w temacie szczerości opinii nie zmienia.

OCENY (1-TRAGEDIA 2-SŁABO 3-OK 4-BARDZO DOBRZE 5-REWELACJA):

lokal / wystrój 4
wielkość porcji 3
smak 4-
obsługa 4
cena / jakość 4

SUMA 19- (jak przyznajemy szczątkowe oceny?)

Polub bezfarmazonu na Facebooku i Instagramie aby być na bieżąco z nowymi postami.

Zobacz pełną listę odwiedzonych przez nas miejsc albo sprawdź je wszystkie na posegregowanej wg ocen mapie Krakowa i okolic.

2 myśli w temacie “Smaki Galicji w nieszablonowych aranżacjach – Kogel Mogel – KRAKÓW, ul. Sienna

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s