Francuska kuchnia na kaziku – Zazie Bistro – KRAKÓW, ul. Józefa

W końcu się udało! Środek tygodnia, weekend, późne popołudnie czy wieczór zawsze słyszałem to samo: „oj przykro nam, wszystko mamy zajęte”, wychodziłem i z żalem kierowałem się dalej… Ileż można!?  Któregoś dnia chwyciłem za słuchawkę i za może piątą próbą udało mi się dodzwonić i zarezerwować stolik.

Pełni radości ruszyliśmy więc sobotnią porą obiadową (styczeń 2017) celem wypróbowania francuskiej kuchni odznaczonej przez przewodnik Michelin symbolem Bib Gourmand (stosunek jakości do cen) oraz przez Gault&Millau symbolem żółtej czapki.

Zasiedliśmy przy wskazanym przez kelnera dwuosobowym stoliku na głównej sali i chwilę później otrzymaliśmy duże karty z wypisanymi na dwóch stronach opcjami . Podczas naszej wizyty co najmniej 10 różnych par / rodzin zostało odprawionych z kwitkiem, jedynie dwóm udało się trafić na wolny stolik. Wszyscy chcą jeść w Zazie i prawie wszyscy „bezrezerwacyjni” opuszczają lokal ze smutnymi minami.

Zanim przejdę do jedzenia dwa słowa o panującej w restauracji atmosferze: luźno i przyjaźnie. Obsługa nie nosi żadnych formalnych strojów, grająca w tle muzyczka nie przeszkadza i jednocześnie jest na tyle głośna, że można swobodnie rozmawiać.

OK, czas na jedzenie 🙂 Od dawna miałem ochotę na jakiś dobry seafood, więc po wypatrzeniu w sekcji przystawek ośmiornicy nie mogłem jej przepuścić. Podana została wraz z pietruszkowym puree, grejpfrutem oraz słoniną z mangalicy (rasa węgierskiej świni). Wszystko pływało w musztardowym maślanym francuskim sosie buerre blanc. Głowonóg był idealnie twardawy, niegumowy i całkowicie nie pachnący morzem. Słodkie pietruszkowe puree przeciwstawiało się kwaśnemu owocowi, a słonina chrupała jak zwariowana. Miodzio za 25 złotych.

img_2497img_2498

  • K. długo wahała się nad przystawką. Ostatecznie policzek jeleni podany na rozmarynowym puree (21 PLN) wygrał z kozim serem z konfiturą z cebuli. Mięso było kruche,  pachnące winnym sosem, a wydawałoby się zwykłe puree bardzo oryginalne o idealnej puszystej konsystencji. Chrupiąca i twardawa dynia była przeciwwagą dla delikatnej dziczyzny. Pyszna przystawka;

img_2499

Nie wydaje mi się abyśmy czekali dłużej niż 10 minut od skończenia powyższych kiedy to pojawiły się:

  • zapiekanka z pieczoną kaczką i pak – choyem w sosie śmietanowym wraz z Fourme d’ Ambert (25 PLN). Na pierwszy rzut oka mięso wyglądało jak bardzo popularna ostatnio szarpana wieprzowina. Po pierwszym kęsie nie było jednak wątpliwości że mamy do czynienia z drobiem. Intensywna, miękka kaczucha pachniała tak jak trzeba (i nie miała tego specyficznego, kaczego posmaku – dla mnie to plus). Bazą ogromnej ilości sosu jest śmietana i jeden z najstarszych francuskich serów pleśniowych. Uwaga na żołądki – tych bardziej wyczulonych na duże ilości tłuszczu może „zamulić”. Brakowało mi jakiegoś orzeźwiającego składnika w tej całej kompozycji – chińska kapusta nie do końca z tym sobie radziła. Porcja bardzo sycąca, popracowałbym nad trochę bardziej finezyjnym jej podaniem. Uwaga – przy jedzeniu trzeba uważać gdyż zapiekanka jest piekielnie gorąca w środku (o czym uprzejmie poinformował mnie kelner);

img_2502

  • zębacz z kluseczkami quenelles (przypominają nasze leniwe, ale ich bazą jest kasza manna), opiekaną kaszanką i fenkułowym sosem na bazie pastisa (33 PLN) czyli anyżowego likieru najczęściej spożywanego we Francji. Ryba była bardzo zwarta, jej białe mięso nienachalne w smaku czy zapachu, a skórka chrupiąca. Dwie kulki opiekanej kaszanki wizualnie wydawały się lekko przypalone – ale nic bardziej mylnego! Aromatyczna panierka kryła w sobie bardzo delikatne podroby. Kluski zanurzone w sosie, którego smak był dla mnie  czymś zupełnie nowym miały bardzo lekką strukturę. Marynowane lekko kwaśne warzywo, którego nie udało mi się rozpoznać odważnie przeciwstawiało się wymienionym wyżej składnikom. Bardzo zaskakująca i oryginalna propozycja;

img_2504img_2505

Na koniec zamówiliśmy jeden deser na dwoje. Tarta z kasztanami, gruszką i gorzką czekoladą (12 PLN) – nie nazbyt słodki deser w środku którego znajdują się owocowe kawałki. Gdzie podziały się kasztany? Całkiem możliwe, że były składnikiem czekoladowej masy ułożonej na kruchym, trochę zbyt twardym spodzie. Jak deserowy nie jestem, tak ta tarta wyjątkowo mi podeszła.

img_2506

Warto wspomnieć, że zamówienia przybywały na ciepłych talerzach czyli tak jak to odbywać się powinno w tego typu lokalach.

Wizyta w Zazie zajęła nam godzinę i dziesięć minut. Jak na w pełni obłożony lokal i zamówienia podawane w 3 etapach to wyjątkowo szybko. Przez cały czas obsługiwał nas jeden kelner, który trzykrotnie przy zbieraniu pustych talerzy pytał czy wszystko było w porządku. Mały minus za przytaknięcie jak wspomniałem o „smacznym, słodkawym ziemniaczanym puree przy ośmiornicy” – przecież było pietruszkowe.

Czy jestem zadowolony z wizyty? Bardzo! Długo czekałem i nie zawiodłem się. Urozmaicone i niepospolite menu, zachęcające ceny skorelowane z fantastyczną jakością potraw, sprawna obsługa, szybko pojawiające się na stołach dania, luźna atmosfera. Wszystko to bardzo mi odpowiada. Nic tylko rezerwować i poczuć to samemu. Polecam i wrócę 100% nie jeden jeszcze raz.

http://www.zaziebistro.pl/

OCENY (1-TRAGEDIA  2-SŁABO  3-OK  4-BARDZO DOBRZE  5-REWELACJA):

lokal / wystrój 4
wielkość porcji 4
smak 4,5
obsługa 4,5
cena / jakość 5

SUMA 22 (tutaj sprawdzisz co się składa na oceny)

Polub bezfarmazonu na facebooku aby być na bieżąco z nowymi postami.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s