Pierwszej nocy na biznesowym tripie w indyjskim Bangalore (październik 2015) zwiedzając okolice hotelu wpadłem do Biere Club napić się piwka.
Piwosze docenią to iż można zamówić 6 warzonych na miejscu piw i w postaci małych shotów każdego z nich spróbować. Ja do nadzwyczajnych piwoszy nie należę, więc wybrałem zwykłe jasne. Pełne w smaku, zimne, bez gorzkiej goryczki – trafiło w moje gusta.
Innego wieczoru po pracy postanowiliśmy wraz z A. i T. spróbować ich jedzenia.
W środku sporo miejsca – dwa piętra z czego górne jest dla palących. Podczas zamawiania dań wystąpiły się lekkie problemy językowe, ale daliśmy radę.
Szukałem czegoś nie smażonego, więc wybrałem pierś z kurczaka z grilla z ryżem (dostałem frytki), A. zamówiła veggie burgera, T. wołowego burgera z bekonem i frytkami.
Zacznę od siebie. Pierś pochodziła od ewidentnie małego kurczaczka, ugrillowana z kością ze skrzydełka. Smaczna, dobrze zrobiona, bez indyjskich przypraw czy dodatków, ale też nie pieściła specjalnie podniebienia. Frytki jak frytki w sumie średnie, bez odchyłek. Do tego zestaw warzyw z grilla posypanych pietruszką. Dodatkowy sos, którym całe szczęście nie polałem całego kurczaka tylko dałem niewielką ilość na bok talerza, okazał się oczywiście sosem na bazie mojej „ulubionej” masali . Pikantny i po indyjsku aromatyczny. Paskudny. Danie oceniam w skali do 10ciu na 5 i więcej bym go nie zamówił – nie powaliło mnie w żadnym aspekcie. Cena – około 40PLN.
A. veggie burger – no cóż – samo veggie i burger – jakoś nie widzę jak te dwa słowa mogą iść w parze. Na pewno należy się Jej szacun za odwagę przy zamówieniu takiego tworu, ale z komentarza wiem, że smakowo nie spełnił oczekiwań. Zgodziliśmy się wspólnie co do Colesław’a że był smaczny – troszkę inny niż nasz polski bo słodkawy.
Jeśli chodzi o beef burgera to T. ocenił go na 6.5 / 10. Bułka za miękka, a kotlet był well done mimo, że kelner zapytał jak ma być przyrządzone mięso i odpowiedź padła: medium. Po co więc pytać? W PL by to nie przeszło i zwrócilibyśmy uwagę, ale tam nie chciało nam się dyskutować. Bieda z dodatkami i nie trzymało się to wszystko razem kupy. Bardzo daleko mu do smaków naszych krakowskich wołowych mistrzów foodtruckowych.
Ogólnie drogo i nie do końca satysfakcjonująco. Wyszedłem najedzony, ale spodziewaliśmy się wszyscy trochę lepszych doznań. Miejsce godne polecenia na piwko (chociaż dla porównania, na przeciwko jest miejscówka z piwem 0.33 za 120RUP – Kingfisher Premium butelka – tutaj 0.5 kosztowało 300). Jedzenie bym odpuścił.
http://www.thebiereclub.com/gallery_vittal_malya.php
OCENY (1-TRAGEDIA 2-SŁABO 3-OK 4-BARDZO DOBRZE 5-REWELACJA):
- lokal / wystrój 4
- wielkość porcji 3
- smak 2,5
- obsługa 3
- cena / jakość 2,5
SUMA 15 (tutaj sprawdzisz co się składa na oceny)