Piękne miejsce – Restauracja Carska – BIAŁOWIEŻA

Spędzając przedłużony czerwcowy weekend 2019 na Podlasiu, oprócz wycieczek po okolicznych lasach Puszczy Białowieskiej w Polsce i rowerowych przejażdżkach po Białorusi, odwiedzaliśmy również lokalne jadłodajnie aby spróbować tamtejszych specjałów: kiszki, babki, solianki, chłodnika. Niestety któryś z  nich zaszkodził mojemu żołądkowi i zostałem zmuszony zastosować jednodniowy pełny detoks. Po tym jak doszedłem do siebie, nie mogłem już patrzeć na żadne z wyżej wymienionych. 

Przemierzając czeluści internetu natrafiłem na artykuł o mieszczącej się w dawnym budynku dworca towarowego Restauracji Carskiej. Decyzję podęliśmy szybko i na ten dzień po trekingu zaplanowaliśmy wizytę w tym zabytkowym obiekcie. Kilka godzin później wysiadaliśmy z samochodu z nadzieją przeżycia czegoś więcej niż tylko nakarmienie burczących brzuchów.

W zimniejsze dni do celów konsumpcyjnych polecają się piękne, historyczne wnętrza … 

… a w cieplejsze na peronie wystawione są stoliki.  Zajęliśmy jeden z tych zewnętrznych.

Przyjmujący zamówienie kelner na wstępie wyrecytował litanię dań, które tego dnia już się skończyły. Z jednej strony to mnie ucieszyło, bo brak połowy potraw może świadczyć o tym iż na kuchni mało się mrozi i pracuje na świeżych składnikach, ubolewałem natomiast, że nie ostało się nic z dziczyzny. Cóż takie życie – po chwilowym namyśle ogarnęliśmy plan B. 

W ramach rozbiegu poprosiliśmy o:

  • rozgrzewający, aromatyczny rosół z bażanta z domowym prężnym makaronem, marchewką i świeżą pietruszką (18 PLN);  

img_5883

  • kremową i o delikatnej konsystencji zupę rybną z białą fasolą, palonym ziemniakiem i oliwą koperkową (20 PLN). Ta polewka okazała się jedną z lepszych jakie jadłem w ostatnim czasie. 

img_5882

Talerze wyczyściliśmy w pięć minut, a te kolejnych dziesięć czekały na zabranie przez kelnera. Kiedy w końcu się pojawił, zapytałem go na czym polega sekret palonego ziemniaka w rybnym kremie – gościu nie miał jednak o tym bladego pojęcia. 

Za kilka minut znowu się pojawił – tym razem z daniami głównymi: 

  • pierś z perliczki została prawdopodobnie przygotowana metodą sous-vide – jej mięso było niesamowicie miękkie i delikatne. Minus dla niechrupiącej i w ogóle nieprzypieczonej skórki (tzn sądząc po kolorze ona ewidentnie była kiedyś przypieczona, ale z jakiegoś powodu się rozlazła). Pierś spoczywała na drobniutkiej, prażonej, przypominającej popcorn kaszy gryczanej. Do ptactwa idealnie pasował sos z cydru oraz puree z pieczonego jabłka. Bez dwóch zdań sztosem i mistrzuniem talerza, okazał się super chrupiący z zewnątrz krokiet, który w swoim wnętrzu kamuflował szarpane perlicze udo. Coś pięknego.  Cena – 65 złotych.

img_5884img_5885

  • miekkie bliny gryczane (drożdżowe placki z mąki pszennej i gryczanej) podane z sałatką z wędzonej ryby, dyskretnymi burakami i świetną chrzanową śmietaną (33 PLN) pokazały, że z bardzo prostej potrawy kuchni białorusko / ukraińsko / rosyjskiej da się zrobić smaczne i nietuzinkowe danie. 

img_5886img_5887

W takim miejscu nie mogliśmy odmówić sobie deserów: 

  • kremowemu, twardszemu musowi jogurtowemu ukrytemu pod ściankami z ciemnej czekolady i oblanego mleczną whisky nie brakowało niczego. Nie załapałem tylko co miało na celu dodawanie do niego najzwyklejszego, ciemnego biszkoptowego ciasta (22 PLN). Jakby to była Lava cake albo chociaż solidne Brownie to rozumiem, ale taka nuda? 

img_5888img_5890

  • zimny krem chałwowy z lodami o bardzo twardej spoistości z domowym chipsem sezamowym (22 PLN) nie był jakiś super zachwycający, ale w końcu lody to lody – w bardzo ciepły dzień nie da się ich nie lubić 😉 Na pewno smakował nam dużo bardziej niż deser numero uno. 

img_5891img_5892

Rachunek zamknęliśmy kwotą 200 złotych. Gdybyśmy na koniec nie skusi się na desery, to wyszlibyśmy bardzo, ale to bardzo zadowoleni. Słodkości nie wypadły jednak tak dobrze jak wcześniejsze dania. 

A kelner? Niby uprzejmy, niby profesjonalny, ale trochę nieogarnięty (albo zmęczony). Znikał na jakiś czas, długo zajmowało mu ogarnięcie stolika po poszczególnych daniach, na rachunek musieliśmy czekać chyba z dziesięć minut – a to wszystko w czasie kiedy nie było nawet 1/3 obłożenia… Od takiego miejsca wymaga się jednak odrobinę większego zaangażowania. 

Carską warto odwiedzić i spróbować specjałów kuchni wschodniej w wydaniu tamtejszego szefa kuchni. Żałuję, że owego dnia nie udało mi się już trafić niczego z dziczyzny – czuję że byłby to strzał w dziesiątkę. 


P.S. Jeśli będziecie w tamtych rejonach koniecznie odwiedźcie białoruską część Puszczy Białowieskiej. Szczegółową rozpiskę krok po kroku jak zdobyć przepustkę znajdziecie tutaj



OCENY (1-TRAGEDIA 2-SŁABO 3-OK 4-BARDZO DOBRZE 5-REWELACJA):

lokal / wystrój 4
wielkość porcji 3,5
smak 4
obsługa 2,5
cena / jakość 4

SUMA 18 (jak przyznajemy szczątkowe oceny?)


Polub bezfarmazonu na Facebooku i Instagramie aby być na bieżąco z nowymi postami.

 

Zobacz pełną listę odwiedzonych przez nas miejsc. 

Jedna myśl w temacie “Piękne miejsce – Restauracja Carska – BIAŁOWIEŻA

Odpowiedz na okularnicawkapciach Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s