Nowoczesne polskie bistro – Zielonym do góry – Kraków, ul. Lwowska

Do opisywanego bistro w Podgórzu wybraliśmy się w listopadową (2017) niedzielę. W tym samym budynku jest też hotel i SPA, a zaparkować możecie na jednej z przyległych uliczek (pamiętajcie o opłacie parkingowej jeśli wybierzecie się pon-pt)

Po wejściu do lokalu uderzyła nas wszędobylska zieleń kwiatów w wielkich drewnianych donicach i otwarta kuchnia w której widać ogarniających wszystko kucharzy. Warto zauważyć, iż mimo sporego ruchu nie rozmawiali w sposób niekulturalny czy wulgarny jak to czasem bywa w kooperacji pomiędzy ludźmi – pełna profeska. Mimo ogromnego okapu nad przestrzenią roboczą panów w białych fartuchach, od czasu do czasu docierały do nas różne kuchenne zapachy – no ale taki to już urok otwartych przestrzeni.

W drodze do toalety minąłem też kącik zabaw z zajmującą się dzieciaczkami animatorką. Myślę, że rodzice to docenią – warto jednak zadzwonić i się dopytać w jakich dniach / godzinach prowadzone są animacje.

 

Czekając na znajomych, zamówiliśmy z K. startery które chociaż na chwilę uciszyły nasze wygłodniałe żołądki.

K. postawiła na treściwy kapuśniak z kiszonymi burakami (12 PLN) – Bardzo gorący, lekko pikantny nie nazbyt kwaśny. Kapusta biała i włoska, do tego sporo marchewki i aromatycznego boczku – nie ma co się za bardzo rozpisywać – był super.

Ja skusiłem się na oferowane w czasowej wkładce z dziczyzną marynowane w oleju z jałowcem i czarnuszką niesamowicie delikatne mięso jelenia,  które dosłownie rozpadało się za muśnięciem widelca. Marynowane kozaki dodawały wyrazistości, a żurawinowe chutney wysładzało całą kompozycję. Zwieńczeniem było kilka mniejszych czipsów z topinambura. Dobrze wydane 24 złocisze.

W dyniowym kremie (14 PLN) utopionych było kilka kawałków ośmiornicy – wg J, zupa smakowała bardzo dobrze, jednak małe owoce morza nie nadawały jej jakiegoś innego wymiaru. Głowonogi były niegumiaste i przyrządzone w punkt.

img_8653

W daniach głównych i na zdjęciach które zobaczycie poniżej od razu widać czemu restauracja nazywa się Zielonym do góry. Na pierwszym planie każdego dania są warzywa, ułożone  w taki sposób że przyćmiewają mięsa oraz pozostałe dodatki. W menu też tak to jest przedstawione – najpierw jarzyny (napisane pogrubioną czcionką), a później mięsne albo vege konkrety. Niespotykana zagrywka – zobaczcie sami tutaj.

  • J. z wkładki z dziczyzną postanowiła spróbować bażanta ze słoniną z mangalicy, selerowym puree, śliwkowym sosem oraz marchewkową marmoladą (32 PLN). Dzięki Jej uprzejmości skosztowałem tego staropolskiego przysmaku. Chude mięso było ciemne i lekko kwaskowate, selerowe puree niewiarygodnie kremowe. Reszty nie próbowałem, ale J. była zadowolona.

img_8660

  • P. postanowił opędzlować duszony wraz z mirabelką i jabłkami schab (32 PLN)   podany z ziemniaczanym puree z porem i boczkiem. Danie mu smakowało i szybko wyzerował swoją porcję.
  • Zamówione przez K. otulone czerwoną kapustą gołąbki z kaszą gryczaną, twarogiem i wieprzowiną (24 PLN) były przepyszne. I piszę to ja, zagorzały wróg wszelakich kasz – serio dały radę, a musztardowy sos był ich doskonałym „zwilgotniaczem”.

img_8659

  • ja w ramach obiadu znowu skierowałem swoje oczy na wkładkę z dziczyzną i zamówiłem schab z dzika (36 PLN). Bardzo specyficzne i raczej twarde mięso z kilkoma włóknami i błonami w środku, nie powaliło na kolana. Przyznaję – dzika jadłem raz, a może dwa w życiu, więc nie mam też punktu odniesienia. Fantastyczne były natomiast palone ziemniaki o bardzo mocno przyjaranej skórce – po posoleniu smakowały dokładnie jak zapamiętałem te jedzone za małolata, jakby wyjęto je prosto z żaru z ogniska! Doskonałą robotę „odwaliła” kasza (tak KASZA!) z wyczuwalnym sokiem z kiszonego buraka. Nie do końca mi podeszła trochę za twarda kiszona szparagowa fasolka.

Na koniec uczty nie mogliśmy sobie odmówić deserów. Zamówiliśmy dwa na cztery osoby (zaznaczyliśmy to jasno przy kelnerce). Wraz z czekoladowym torcikiem z kasztanami i sosem malinowym (17 PLN) oraz sernikiem z białej czekolady (14 PLN)   dostaliśmy owszem cztery widelczyki, ale dodatkowych dwóch talerzyków już nie. Nic się jednak nie stało, daliśmy radę to sprytnie podzielić na oryginalnych talerzach i z nich sobie skubaliśmy. Obydwa desery wraz z dodatkami w formie twardych, kruszonych ciastek oraz tych fikuśnych coś jakby wafelków i sosów prezentowały wysoki poziom.

img_8665img_8664

Obsługująca nas kelnerka była miła, uśmiechnięta, profesjonalna i sprawdzała czy niczego nam nie brakuje – nie zabrakło również pytania o poziom satysfakcji w trakcie i po posiłku.

Wszyscy zgodnie stwierdziliśmy, że zjedliśmy dobrze, smacznie i po polsku – i dokładnie o to nam w niedzielę chodziło! Aha jak lubicie kiszonki to Zielonym do góry się w nich specjalizuje ;>

My do tego polskiego bistro na pewno wrócimy, Wam drodzy czytelnicy także polecamy wizytę.

OCENY (1-TRAGEDIA  2-SŁABO  3-OK  4-BARDZO DOBRZE  5-REWELACJA):

lokal / wystrój 4,5
wielkość porcji 3,5
smak 4
obsługa 4
cena / jakość 4

SUMA 20 (jak przyznajemy szczątkowe oceny?)

Polub bezfarmazonu na facebooku aby być na bieżąco z nowymi postami.

 

 

2 thoughts on “Nowoczesne polskie bistro – Zielonym do góry – Kraków, ul. Lwowska

  1. Oczewiście wszystko wygląda pysznie i pięknie. Tylko nikt nie zwrócił uwagę na to the kucharzy pracują bez czapeczek na głowach. Niestety otwarta kuchnia nie dla nich.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s